Zawsze za psem stoi jego człowiek, a psie czyny są odzwierciedleniem naszego stanu umysłu i zachowania. Odważne stwierdzenie, wiem. Niemniej jednak ilekroć by się nad tym zastanawiać niezależnie z której strony na to patrząc ta teza się sprawdza. Choć w pierwszej chwili ciężko może być się z tym zgodzić. Zastanówmy się chwilę.Psy w mieście mają ciężki kawałek chleba, niestety. Na wsi życie dla nich było proste, miały pilnować swoich gospodarstw, zaganiać zwierzęta, pilnować by wilki nie atakowały bydła czy owiec. Do tego były szkolone i za to były nagradzane - solidną miską, najczęściej nie wypełnioną mięsem ani najwyśmienitszymi karmami super premium. Żyły i były szczęśliwe. Miały pracę, miały zajęcie, miały nagrodę, miały odpoczynek. Oprócz tego naturę, zieleń, przestrzeć ( choć czasem uwierał je łańcuch). Dziś niestety uwiera je wciąż łańcuch choć zupełnie inny aniżeli kiedyś. Obecnie zmieniliśmy stalowe łańcuchy, na wielkomiejskie zasady. Psy z pracujących potrzebnych istot zamieniły się w kanapowe zabawki, dodatki wypsażenia wnętrz. Co gorsza często po drugiej stronie smyczy nie stoi odpowiedzialny człowiek, dla którego pies były częścią świata. Myślę, że nie trzeba się daleko rozglądać by znaleźć milion przykładów takowego zachowania. Pewnie nie wielu jest takich sfiksowanych psiarzy, którzy zauważą nawet nadrobniejsze odchylenia od komfortu bytu zwierzęcia.
Wieczorny spacer przyprawił mnie o wypieki na twarzy, niestety w negatywnym znaczeniu tego sformułowania. Spokojnie spacerując z psicami nagle przed oczami pojawia się biegnąca str
zała w postaci malutkiego kundelka na oko około 2 -3 kilogramowego rzecz jasna starującego do moich dziewczyn. Cóż mały kundelek w obliczu labradora ( po traumie z bójką z AST) i zajadłym jamnikiem niestety brzmi mało optymistycznie. W tym wszystkim jest jeszcze ulica ruchliwa oraz gromadka kilkuletnich dzieci. Nie wiele zastanawiając się pytam dzieci czyj to pies i co on tu robi. Na co ochoczo odpowiada mi dziewczynka iż pies jest jej, ale ona go nei złapie bo on ją ugryzie, a tak w ogóle to on zawsze tak biega po ulicy i nic się nie dzieje... Myślę, że każdy odpowiedzialny człowiek raczej zirytowałby się takową sytuacją. Niemniej ja także, prośba o zawołanie rodziców niestety nie została spełniona, mama dziewczynki zawołała psa po czym zamknęła bramę razem z psem, sobą i dziewczynką. Cóż trudno było mi pojąć zainstniałą sytuację.Dawniej po za miastem mogły mieć miejsce sytuacje gdy pies biegał samopas na wsi bo jedynym jego zagrożeniem był koń czy rowerzysta, a dziś pies w starciu z samochodem czy innym psem ma raczej nikłe szanse. Niemniej do dziś dnia wciąż wielu ludziom trudno jest pojąć tę sztukę tajemną. Psy biegają samopas, samochody jeżdżą, a lekarze weterynarii nieraz stają na rzęsach by uratować skutki wypadu na "dziewczynki" .... mimo uratowania życia, one się nie uczą że robić tego nei wolno, kolejnym razem znów pójdą w długą kiedy instynkt nakaże. Dopóki my tego nie zrozumiemy, one wciąż będą stawały w obliczu niebezpieczeństwa swojego instynktu.