Adopcja psa to zawsze duże zmiany i wiele wątpliwości. Jest to niezwykły czyn ,niemniej jednak wiąże się z niemałym wyzwaniem dla przyszłych opiekunów. Adopcja to zwykle duża niewiadoma i długa praca. Każdy pies jest wyjątkowy i zasłguje na szansę w życiu jednakże musimy pamiętać, że adopcja może wiązać się z szeroko pojętymi trudnościami. O ile w dobrej sytuacji jesteśmy kiedy pies jest w domu tymczasowym, który udziela nam szczegółowych informacji o zAchowaniu psa o tyle adopcja psa z ulicy czy ze schroniska jest wielką niewiadomą. I choć większość psów dobrze potrafi się odnajdywać w nowych warunkach to jednak zawsze mogą pojawić się jakieś demony przeszłości, a teraz to na nas staje odpowiedzialność uporania się z nimi.
I tak przedstawiamy historię dziesięcioletniego samca labradora adoptowanego z fundacji. Wcześniej pies przebywał w schronisku trzy tygodnie początkowo jego historia nie była znana dopiero z biegiem czasu udało się rozwikłać, iż był psem żyjącym w pseudohodowli w klatce.
W momencie adopcji pies był wyraźnie zainteresowany człowiekiem oraz wykazywał chęć podazania za nim i utrzymywaniu bliskiego kontaktu. Był spokojny, zrównoważony- nie reagował na nowe bodźce, obecność dzieci oraz innych zwierząt nie stanowila dla niego wiekszego problemu. Choć początkowo wykazywał dużą niepewność i dystans w stosunku do dwoch pozostałych suk w domu. Wysyłał sygnały uspokajające i w razie konieczności oddalal się. Generalnie pies ideał jednak był jeden dosyć znaczący problem dla psa żyjącego w blokowisku. A mianowicie -schody. Nie tylko klatka schodowa sama w sobie ale także inne schody napotykane podczas spacerów. Z racji tego iż mieszkał na trzecim piętrze stanowilo to spore wyzwanie. Na widok schodów natychmiast pies się blokował i cofał by uniknąć wejścia na nie, zaś postawienie nóg na pierwszym schodzie powodowało strach i potęgowanie niepewności. Sytuacja wymagała przemyślanego rozwiązania. Powodów jego zachowania było kilka. Na początek najprawdopodobniej nigdu w swoim Życiu nie korzystał z klatki schodowej dlatego też próba postawienia łap na schodach powodowała niepewność i unieruchomienie, być może Gdzieś przewinęło się także nieprzyjemne doznanie dotyczące schodów. Niemniej jednak należało brać pod uwagę nie tylko względy dotyczące psychiki ale i kwestie zdrowia. Duży masywny starszy pies jest predysponowany do problemów ortopedycznych. Dlatego też przed przygotowaniem planu terapii behawioralnej podstawą była diagnostyka. Tym oto sposobem okazało się, że pacjent wymaga pracy wielotorowej : rehabilitacja jego zachowania, łagodzenie bólu związanego ze zwyrodnieniami oraz zaawansowaną spodnylozą ,a na koniec wprowadzenie nowych rytuałów które powodowały motywację (spacer zawsze przed posiłkiem -powrot do domu pełna miska) Początkowy etap terapii zakładał unikanie chodzenia po schodach dopóki nie było pewności iż ból został wyeliminowany, później należało znaleźć silny motywator który będzie podstawowym narzedziem pracy(w wypadku labradora oczywiście smakowite jedzenie), a dopiero później właściwe szkolenie. Praca była czasochłonna wymagająca sporego zaangażowania i cierpliwości. Praca z psem który jest obarczony jakimś lękiem zawsze jest mozolna i wymaga pewnego wyczucia. Nie wolno przekracZać zbyt szybko granic, nie wolno stosować awersji , żadnego zmuszania.Niemniej jednak pies który kocha ludzi i życie szybko zrozumiał, że pracą dla człowieka przynosi korzyści i motywuje do nauki. Stopniowo widać było efekty, metoda małych kroków i motywacji stała się kluczem. A co najważniejsze nic na siłę.
Dodatkowo ważny jest fakt iż dla starszego psa pojawiło się wiele zmian które były powodem do niepewności, lęków i początkowo na pewno źródłem stresu. Stopniowo widząc korzyści oraz przyjemności z obcowania blisko ludzi zaczął się otwierać zaś pozostałe dwie suki nauczyły go psich zachowań.
Po pół roku nie ma śladu po zachowaniach ze schroniska… warto walczyć i dać szansę.
Pets Academy,
Katarzyna Gruszczyk
Ewelina Stanclik
spokojnypies@wp.pl
piątek, 10 listopada 2017
czwartek, 9 listopada 2017
Nasze publikacje
Życie z psami i miłość do nich spowodowała, iż każda minuta naszego życia wiąże się ze zwierzętami. Oprócz stosu przeczytanych książek, godzin spedzonych na obserwacji psich zachowań jak i treningów z czterolapami mamy jeszcze weterynarię, która fascynuje do reszty. A za tym wszystkim podąża chęć dzielenia się refleksjami oraz doświadczeniem. Stąd pojawiły się teksty dla pism branżowych w tym Vetpersonel, Weterynaria, Zoobranża czy tez Pies Rasowy.
środa, 8 listopada 2017
Kiedy lęk zapisano w genach...
Nie ma psa idealnego. Każdy bez wyjątku boryka się z bardziej lub
mniej zakorzenionym problemem w zachowaniu. Bardzo często jest to wynik
przekazywanych genetycznie cech dodatkowo wzmocnionych przez
doświadczenia w okresie wczesnego szczenięctwa. Dlatego samo pojawienie
się u psa problemu behawioralnego nie zawsze jest wynikiem zaniedbań ze
strony właściciela oraz jego błędów w wychowaniu. Od właściciela - od
jego doświadczenia oraz wiedzy zależy w jaki sposób poradzi on sobie
z zaistniałą sytuacja i w jakim stopniu okiełzna problemy, które
czasami mogą spaść jak grom z jasnego nieba. Tak było w przypadku mojej
bliskiej koleżanki, która od lat pracuje z psami, posiada bardzo
rozległą wiedzę na ich temat, a co najważniejsze posiada długoletni staż
w byciu człowiekiem swojego psa. Nie uchroniło to jej jednak przed
zaburzeniami lękowymi dotyczącymi jej suczki rasy Chesapeake Bay
Retriever. Dolly została wzięta z hodowli w wieku 5 miesięcy. Była już
zatem po okresie wrażliwości na socjalizacje. W hodowli brała udział w
zajęciach posłuszeństwa dla szczeniąt, które przyswoiła sobie bez
żadnego zarzutu. Jednak w wieku 8 miesięcy zaczęła reagować silnym
lękiem na śmieciarki. Zaburzenia rozpoczęły się w momencie, gdy na
spacerze obok psa nagle przejechała deskorolka. Z czasem lęk uogólnił
się na wszystkie głośne dźwięki. Pies nie umiał spokojnie wyjść na
spacer, zdawał się być wręcz atakowany przez bodźce z zewnątrz. Podkulał
ogon, kładł uszy po sobie, miał trudności w skupieniu uwagi na swojej
właścicielce. Ostatecznie okazało się, że matka Dolly również cierpi z
powodu nadmiernego lęku. Tego typu zaburzenia niestety podlegają prawom
dziedziczenia, jako zakodowane reakcje emocjonalne na konkretne bodźce.
Po długich miesiącach ciężkiej pracy nad zachowaniem Dolly zdecydowano
wesprzeć psa farmakologicznie. Przeżywany przez Dolly lęk był tak silny,
że nie umiała samodzielnie sobie z nim poradzić. Wprowadzono zmiany w
diecie oraz opracowano program modyfikacji zachowania. Właścicielka
Dolly włożyła sporo wysiłku w odwrażliwianie psa nagradzając za każdy
ułamek sekundy spokojnego zachowania. Ostatecznie udało się jej zwalczyć
ataki paniki i silnego lęku. Pies zachowuje się spokojnie i potrafi
okiełznać swoje emocje w stresujących sytuacjach.
Behawiorysta COAPE Polska
Katarzyna Gruszczyk
spokojnypies@wp.pl
biuro@pets.academy
Behawiorysta COAPE Polska
Katarzyna Gruszczyk
spokojnypies@wp.pl
biuro@pets.academy
wtorek, 7 listopada 2017
Tytułem wstępu
Witam Was Drodzy Psiarze! Od dziś i ja dołączam do ekipy czekolady 😉 Mam nadzieje, że spodoba się Wam nowa odsłona bloga. Bez wątpienia najwięcej będzie się tu działo o psach, ale zachęcam do kontaktu także miłośników innych gatunków 😊 Wiele problemów z zachowaniem psów ma swoje źródło w kompletnym niezrozumieniu przeżywanych przez nie emocji oraz braku umiejętności odczytywania sygnałów wysyłanych przez psa. Nie mogąc się porozumieć ze swoim człowiekiem zwierzęta przeżywają frustrację. Zaczynają na własną łapę szukać sposobów na doświadczenie ulgi, które zazwyczaj nie bardzo się podobają ich właścicielom. Aby wszystkim żyło się lepiej- zwierzętom z ich ludźmi oraz właścicielom z ich pupilami, postanowilyśmy podjąć próbę przybliżenia emocjonalnego świata naszych czworonożnych przyjaciół.
Kasia Gruszczyk
Behawiorysta COAPE
niedziela, 5 listopada 2017
Behawiorysta
Drodzy Psiarze,
Zmieniamy nieco konwencję bloga. Długo królowała tutaj cisza spowodowana różnymi zmianami w naszym Czekoladowym życiu jak i natłokiem obowiązków. Wracamy do Was z blogiem starym w nowej odsłonie. Choć wciąż poświęconym w zupełności psom , to jednakże w innym wymiarze. A mianowicie ostatni rok był dosyć pokręcony i ciężki, ale ostatecznie owocny. Razem z Katarzyną Gruszczyk behawiorystą Coape chcemy drodzy Psiarze dzielić się z Wami tym co Coape nas nauczyło podczas kursów. Tym samym oferujemy Wam wiedzę zdobytą na kursie behawiorysta oraz Szkoła dla Psów. Oprócz wiedzy teoretycznej, którą będziemy się z Wami dzielić tak jak i naszymi refleksjami dotyczącymi obcowania z psami chcemy także dzielić zajęcia praktyczne dostosowane do potrzeb danego psa i jego człowieka.
Zapraszamy do kontaktu
biuro@pets.academy
spokojnypies@wp.pl
Zmieniamy nieco konwencję bloga. Długo królowała tutaj cisza spowodowana różnymi zmianami w naszym Czekoladowym życiu jak i natłokiem obowiązków. Wracamy do Was z blogiem starym w nowej odsłonie. Choć wciąż poświęconym w zupełności psom , to jednakże w innym wymiarze. A mianowicie ostatni rok był dosyć pokręcony i ciężki, ale ostatecznie owocny. Razem z Katarzyną Gruszczyk behawiorystą Coape chcemy drodzy Psiarze dzielić się z Wami tym co Coape nas nauczyło podczas kursów. Tym samym oferujemy Wam wiedzę zdobytą na kursie behawiorysta oraz Szkoła dla Psów. Oprócz wiedzy teoretycznej, którą będziemy się z Wami dzielić tak jak i naszymi refleksjami dotyczącymi obcowania z psami chcemy także dzielić zajęcia praktyczne dostosowane do potrzeb danego psa i jego człowieka.
Zapraszamy do kontaktu
biuro@pets.academy
spokojnypies@wp.pl
poniedziałek, 14 marca 2016
Hodowlana choroba
Hodowlana choroba zaczyna sięgać coraz dalej. Zaczynam odnosić wrażenie, że na chęć prowadzenia hodowli zaczyna coraz więcej ludzi chorować, w efekcie czego realnie coraz mocniej chorują nasze ukochane psy. Nigdys posiadanie psa z rodowodem było oznaką swego rodzaju statusu społecznego. Dziś poprzez walkę z pseudohodowlami jak i wzrost świadomości społeczeństwa rasowy pies to sprawa powszechna. Z jednej strony to dobrze, ale ma to tz swój druga stronę medalu która da jak ją to nazywam legalne pseudohodowle. Które to w teorii są hodowla jednak w istocie nie mają zbyt wiele wspólnego z prawdziwą hodowla. W rzeczywistości hodowla powinna być życiem człowieka który ją prowadzi, a hodowca powinien odznaczac się nienaganną znajomością wszystkiego co dotyczy rasy która się zajmuje począwszy od jej historii poprzez każdy detal charakteru po in słabe strony jaką są choroby i potrzebne do hodowli badania. Sęk w tym,że bardzo często skupimy swoją uwagę tylko an tym co wymaga związek od nas,do czego obliguje nas regulamin. A gdyby pójść o krótko dalej? Gdyby znając swoje problemy w rasie dołożyć wszelkich starań aby ich uniknąć,aby zrobić coś dla rasy więcej niż wydać na świat kolejne szczenieta,które mając słaby rodowód i brak informacji o badaniach rodziców później będą kolejnym ogniwem spajajacym powstawanie chorób.
Założyć hodowlę trudno nie jest, kupić psa z rodowodem także nie problem, zrobić uprawnienia z łatwością też bez zbytni kłopotów. Tylko gdzie profilaktyka? Gdzie badania? No właśnie. Myślę, że każdy z nas uczestnicząc w społecznościach skupiających miłośników ras spotkał się z rozpaczą opiekunów chorych zwierząt. Nie jest ich wcale mało, a co gorsza niewiele robimy aby uniknąć problemów. Obecnie tak wąskie grono skupia się nad odpowiednim przygotowaniem planu hodowolanego w porównaniu z populacja istniejcych hodowli.
W prowadzeniu hodowli chodzi o cos więcej niż wydawanie na świat kolejnych miotow. Potrzeby jest wyraźny plan i prowadzenie go do określonego celu. Chcąc nie chcąc podstawą jest rzetelne studiowanie rodowodow jak i badanie swoich psów pod kątem schorzeń typowych dla swojej rasy jak i wymaganie tego samego od właścicieli reproduktorow. W rzeczywistości często nie wygląda to tak. Wiele chorób nękających rasy jest spychane na dalszy plan jakoby problem nie istniał w kraju. Po krótkim czasie okazuje się ,że słychać głosy właścicieli chorych szczeniat.
Kynologia to niezwykle fascynująca nauka, jednakże odnoszę wrażenie iż miłośnicy tej dziedziny niekiedy gubią priorytety....
Kochaj, podziwiaj,badaj, rozmnazaj. Nigdy na odwrót!
Założyć hodowlę trudno nie jest, kupić psa z rodowodem także nie problem, zrobić uprawnienia z łatwością też bez zbytni kłopotów. Tylko gdzie profilaktyka? Gdzie badania? No właśnie. Myślę, że każdy z nas uczestnicząc w społecznościach skupiających miłośników ras spotkał się z rozpaczą opiekunów chorych zwierząt. Nie jest ich wcale mało, a co gorsza niewiele robimy aby uniknąć problemów. Obecnie tak wąskie grono skupia się nad odpowiednim przygotowaniem planu hodowolanego w porównaniu z populacja istniejcych hodowli.
W prowadzeniu hodowli chodzi o cos więcej niż wydawanie na świat kolejnych miotow. Potrzeby jest wyraźny plan i prowadzenie go do określonego celu. Chcąc nie chcąc podstawą jest rzetelne studiowanie rodowodow jak i badanie swoich psów pod kątem schorzeń typowych dla swojej rasy jak i wymaganie tego samego od właścicieli reproduktorow. W rzeczywistości często nie wygląda to tak. Wiele chorób nękających rasy jest spychane na dalszy plan jakoby problem nie istniał w kraju. Po krótkim czasie okazuje się ,że słychać głosy właścicieli chorych szczeniat.
Kynologia to niezwykle fascynująca nauka, jednakże odnoszę wrażenie iż miłośnicy tej dziedziny niekiedy gubią priorytety....
Kochaj, podziwiaj,badaj, rozmnazaj. Nigdy na odwrót!
sobota, 27 lutego 2016
Komunikacja miedzygatunkowa?
Możliwe? Jak najbardziej rzecz do wykonania możliwa niemniej wymagająca niemalego zaangażowania ze strony oczywiście człowieka. My ludzie jesteśmy przyzwyczajeni do dróg na skróty. Dla nas komunikacja to przede wszystkim słowa,potoki słów choć często nic nie znaczących. Dla nas najważniejsze są słowa. Gdybyśmy mieli zacząć się porozumiewać na podstawie mowy ciała to myślę, że byłoby to nielada wyzwaniem da całkiem sporej grupy ludzi. Inaczej jednak sprawa wygląda ze zwierzętami. Ich komunikacja polega głównie na języku ciała,emocji oraz feromonow. W zasadzie jest to język łatwiejszy bo instynktowny. Zwierzęta nigdy nie mylą się w swoich ocenach. Zas ludzie wciąż mają kłopot z nieporozumieniami czy niedomowieniami. Jedno myślimy,a drugie mówimy. Nie zawsze w parze ze szczerością odnosimy się słowami w stosunku do innych ludzi. W wypadku zwierząt nie mamijsca na takie sytuację. Dla nich zawsze sytuację są przejrzyste. Ciało, emocje,hormony fizjologia nie kłamie. Zwierzęta są mistrzami w komunikacji,uczą się tego od narodzin zwłaszcza ma to znaczenie dla dzikich zwierząt. Niestety te udomowione także mają kłopoty z prawidłową komunikacja , co więcej jest to nasza wina. Każdy młody osobnik wychowywanie przez matkę uczy się prawidłowych zachowań oraz wzorców z których korzysta całe życie. Spotykając się każdego dnia z pobratmcami doskonali swoje umiejętności. W momencie gdy wkracza człowiek i bierze do domu szczenie lub kocie odbiera mu nierzadko możliwość spotkań regularnych z przedstawicielami swojego gatunku co w późniejszym wieku skutkuje problemami w kontaktach z innymi zwierzętami. Komunikacja jest prosta jeżeli jest trenowana.
Zwierzęta robią to instynktownie,człowiek do pewnego etapu też , niestety gdzieś w okresie późnego niemowlectwa to zanika. Zapewne każdy miał okazję widzieć filmy na których niemowlaki doskonale dogadają się z psami. Tofakt,one robią to instynktownie. Czternastomiesieczne niemowlę potrafi szybciej nauczyć psa aportowania niż niejeden dobry trener. Dlaczego? To proste jest bodziec jest reakcja, nie ma zbędnych słów i analiz. Sławni zaklinacze zwierząt tak na prawdę nie korzystają z żadnej magii ani nadzwyczajnych sztuczek. To doskonali wnikliwi obserwatorzy ,spokojni,opanowani emocjonalnie przewodnicy. Zwierzęta lubią spokój bo to daje poczucie bezpieczeństwa. Zdenerwowany człowiek będzie tylko wprowadzał poczucie niepokoju. Na rzecz komunikacji międzygatunkowej należy odrzucić stos słów i analiz, trzeba wejść w naturę zacząć patrzeć aby zobaczyć setki słów wypowiadanych ciałem, skinieniem , postawa ciała, rytmem oddechu. Nic wiecej . Kochać i widzieć.
Zwierzęta robią to instynktownie,człowiek do pewnego etapu też , niestety gdzieś w okresie późnego niemowlectwa to zanika. Zapewne każdy miał okazję widzieć filmy na których niemowlaki doskonale dogadają się z psami. Tofakt,one robią to instynktownie. Czternastomiesieczne niemowlę potrafi szybciej nauczyć psa aportowania niż niejeden dobry trener. Dlaczego? To proste jest bodziec jest reakcja, nie ma zbędnych słów i analiz. Sławni zaklinacze zwierząt tak na prawdę nie korzystają z żadnej magii ani nadzwyczajnych sztuczek. To doskonali wnikliwi obserwatorzy ,spokojni,opanowani emocjonalnie przewodnicy. Zwierzęta lubią spokój bo to daje poczucie bezpieczeństwa. Zdenerwowany człowiek będzie tylko wprowadzał poczucie niepokoju. Na rzecz komunikacji międzygatunkowej należy odrzucić stos słów i analiz, trzeba wejść w naturę zacząć patrzeć aby zobaczyć setki słów wypowiadanych ciałem, skinieniem , postawa ciała, rytmem oddechu. Nic wiecej . Kochać i widzieć.
niedziela, 24 stycznia 2016
Znaczenie zaangażowania hodowcy
Jak duże znaczenie ma wybór odpowiedzialnego hodowcy dla naszej i psiej przyszłości? Cóż ogromne. Choć wciąż trudno pewną część naszego społeczeństwa do tego przekonać. Początek nowego życia ma miejsce u hodowcy, a co za tym idzie start w życiu szczenięcia i tym samym jego dalsze losy tutaj mają swój początek. O ile w przypadku szczenięcia osimio tygodniowego jesteśmy w stanie dosyć dużą część braków( socjalizacyjnych, żywieniowych, profilaktycznych ) nadrobić, o tyle biorąc podrostka mamy już najważniejszy etap za sobą. Kiedy wystąpią problemy czeka nas dwa razy cięższa praca.
Zaangażowanie hodowcy, jego wiedza i miłość to inwestycja w przyszłość szczenięcia które przychodzi na świat w jego rękach, a następnie które wydaje nowym opiekunom. Bywa, że przyszli opiekunowie raczkują w temacie zwierząt i tutaj braki z hodowli mogą mieć katastrofalne skutki.
Najczęściej młode wydaje się w nowe ręce około ósmega tygodnia życia, ale bywa że zostają w hodowli dłużej. Nierzadko kupujemy młodzież, która powinna być odchowana, przyuczona do podstawowych zasad życia z ludźmi. Niestety nie wszystkie hodowle o to dbają.
Wielokroć przyszli opiekunowie wybierają swoje szczenię niestety zważywszy na jego cenę. Jednakże jak nieraz wspominane było to tutaj -- hodowla jest skarbonką bez dna, do której hodowca wciąż dokłada. Odchów szczeniąt to ciężka praca i niemałe koszty. Zaangażowanie hodowcy już na poziomie odchowu przyszłej matki, poprzez wykonanie badań genrtycznych i profilaktycznych, kolejno przez przygotowanie do ciąży, wybór partnera, wyjazd na krycie, a skończywszy na utrzymaniu zdrowej ciąży , odbiorze porodu oraz odchowie klusek, należy wspomniieć iż niesą to małe koszty. Wszystko to niesie za sobą niemałe pieniądze, a gdzie czas? gdzie praca? Cóż hodowla powinna być przyjemnością, pasją, owszem niemniej to fizycznie spore zaangażowanie. Wszystko to musi być okraszone odpowiednią kwotą. I nie ma co się dziwić, iż zadbane szczenięta po przebadanych rodzicach są "Drogie" . To niestety pojęcie względne, zależne od tego jak spojrzymy na słowo"drogie". Zastanawiając się na poczynionych wydatkach względem odchowu matki, a następnie jej potomstwa trudno mówić o "drogiej" cenie za młode. Jednak pieniądze to nie wszystko. Najważniejsze jest aby hodowca już na etapie odchowu dzieci dbał o prawidłowe żywienie ale przede wszystkim o rozwój socjalny i behawioralny. O ile w początkowym etapie to matka uczy ozachowań socjalnych o tyle człowiek powinien brać w tym czynny udział rozpoczynając pracę już z oseskami poprzez stymulację neurologiczną, a wraz z ich rozwojem poprzez prawidłową socjalizację i naukę podstaw życia. Nie jest to proste zadanie, ale niezmiernie ważne dla przyszłęgo opiekuna. Zwłaszcza w przypadku psów o trudnych charakterach oraz przedstawicieli ras dużych. Krnąbrny niewychowany i niezsocjalizowany młodziak rasy dużej, bądź o zgrozo molosa stanie się dla niedoświadczonego opiekuna źródłem frustracji i złości zanim uda się wypracować to czego zabrakło na starcie.
Biorąc pod uwagę przyjęcie pod swój dach młodziaka kilkumiesięcznego należy przeprowadzić dokładny wywiad z hodowcą oraz uzyskać jak najbardziej szczegółowe informacje dotyczące zachowania szczenięcia, jego preferencji, jego lęków oraz podjąć próbę poznania mapy rozwoju na etapie socjalizacji szczenięcia. W przeciwnym razie można wpaść w niemałe kłopoty przy braku odpowiedniej wiedzy i doświadczenia.
Z doświadczenia własnego przyjęcie pod swój dach ośmio tygodniowego szczenięcia ssprawia że zaczynacie życie razem, uczycie się siebie i jesteście teamem od razu. Zaś przyjęcie kilkunasto tygodniowego szczenięcia to kwestia najpierw poznania młodziaka i zbudowania zaufania na linii wspólnych relacji. Trzeba pamiętać, iż przez te kilkanaście
tygodni szczenię miało swoje życie w którym prawdopodobnie miał się dobrze, a tymczasem rujnujemy jego świat przestawiając wszystko do góry nogami. Jest to zawsze dla szczenięcia stresujące i frustrujące ( zwłaszcza kiedy przypada okres krytyczny w rozwoju).
Jednakże my miałyśmy szczęście. Szczenię doskonale zsocjalizowane po przebytym przedszkolu łatwiej się przystosowało do nowych warunków. Choć z pewnością moment kiedy stałyśmy się jednością wymagał więcej czasu, aniżeli w przypadku sszczenięcia ośmio tygodniowego.
Zaangażowanie hodowcy, jego wiedza i miłość to inwestycja w przyszłość szczenięcia które przychodzi na świat w jego rękach, a następnie które wydaje nowym opiekunom. Bywa, że przyszli opiekunowie raczkują w temacie zwierząt i tutaj braki z hodowli mogą mieć katastrofalne skutki.
Najczęściej młode wydaje się w nowe ręce około ósmega tygodnia życia, ale bywa że zostają w hodowli dłużej. Nierzadko kupujemy młodzież, która powinna być odchowana, przyuczona do podstawowych zasad życia z ludźmi. Niestety nie wszystkie hodowle o to dbają.
Biorąc pod uwagę przyjęcie pod swój dach młodziaka kilkumiesięcznego należy przeprowadzić dokładny wywiad z hodowcą oraz uzyskać jak najbardziej szczegółowe informacje dotyczące zachowania szczenięcia, jego preferencji, jego lęków oraz podjąć próbę poznania mapy rozwoju na etapie socjalizacji szczenięcia. W przeciwnym razie można wpaść w niemałe kłopoty przy braku odpowiedniej wiedzy i doświadczenia.
tygodni szczenię miało swoje życie w którym prawdopodobnie miał się dobrze, a tymczasem rujnujemy jego świat przestawiając wszystko do góry nogami. Jest to zawsze dla szczenięcia stresujące i frustrujące ( zwłaszcza kiedy przypada okres krytyczny w rozwoju).
Jednakże my miałyśmy szczęście. Szczenię doskonale zsocjalizowane po przebytym przedszkolu łatwiej się przystosowało do nowych warunków. Choć z pewnością moment kiedy stałyśmy się jednością wymagał więcej czasu, aniżeli w przypadku sszczenięcia ośmio tygodniowego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















