Jakoś tak dziwnie się dzieje, że często nasza miłość do zwierząt jest ślepa, na dodatek na tyle ślepa że pozwala na cierpienie... pewno zastanowiacie się o co chodzi? Otóż o sprawę stara jak świat czyli zdrowie i kwestie chirurgiczne. Bowiem fakt, że właściciel kocha swoje zwierzę na ogół nieulega wątpliwości, niemniej często ta miłość jest na tyle ślepa że zaczynamy myśleć o dobru własnym, nie psa. Dzieje się tak najczęściej w przypadku zwierząt starszych kiedy lista przypadłości zaczyna się wydłużać, a ratowanie zdrowia wymaga interwencji chirurgicznych. Dla zdecydowanej większości właścicieli to moment sporych dylematów. Na ogół zaczynają się dyskusję : czy to ma sens? Czy nie będzie cierpieć? Czy przeżyje zabieg? Ile czasu będzie żyć?czy zabieg nie skróci życia? Wszystkie te wątpliwości są zrozumiałe, zrozumiały jest lęk i niepewność. Niemniej jednak weterynaria dziś to nie ta sama co 20 lat temu. Dzisiejszy poziom wiedzy jest równy niemalże medycynie ludzkiej. Zmieniło się także podejście do zwierząt, dziś jest to członek rodziny, a nie jak kiedyś dodatek pilnujący podwórka.
Odpowiadając na te pytania przede wszystkim chce powiedzieć, że zawsze warto działać! Niezależnie od sytuacji warto zrobić coś co sprawi, że nie pozwolimy na cierpienie. Bo jak można patrzeć ns cierpienie najbliższego przyjaciela? Oczywiście odpowiadam od razu, że zabiegi w starszym wieku i chorego psa zawsze niosą za sobą większe ryzyko niż np sterylizacja młodej suki. Jednak jak zawsze jest jakieś ale i tak też jest w tym przypadku. Nie ma ograniczeń wiekowych dotyczących podjęcia decyzji o zabiegu. Tak jak starszych ludzi lekarze operują tak samo wykonuje się operacje ustarszych psów. Niemniej wymaga ona zupełnie innego przygotowania. Każdy przypadek jest inny i nie da się podać jednej recepty na odpowiednie przygotowanie do zabiegu, jednakże zawsze podstawą są kompletne badanie krwi, ewentualne zdjęcie rtg ( w przypadku nowotworów) czy też echo serca jeżeli jest tak konieczność.o tym zawsze decyduje prowadzący lekarz weterynarii który zna zwierzę.
Zrozumiałe jest to, że właściciele boją się ryzyka. Jednak ją zawsze namawiam do przeanalizowania korzyści. Jedną z najważniejszych jest dbałość o ochronę przed cierpieniem.pamiętajmy że na ogół pies nie manifestuje bólu zwłaszcza w procesach nowotworowych kiedy ból jest przewlekły i np jedynym objawem jest senność. W istocie na tak drobne niuanse rzadko właściciele zwracają uwagę. Niestety pies niepowie gdzie go boli i jak bardzo. Musi polegać na nas. Także nie dajmy szansy rozwijać się cichym zabojcom, nie pozwólmy na ból u naszego przyjaciela.
Właściciele często martwią się o to jak długo zwierzę po zabiegu będzie żyło, niestety nikt nigdy nie da takiej gwarancji. Jednakże nawet kiedy zabieg nie pozwoli nam na wspólne długie życie, to pozwolił na pozbycie się bólu a to najważniejsze.
Kolejna istotna kwestia to najważniejsza jest opieką i profilaktyka. Zadbany pies oraz czujny właściciel dają szansę na sukces. W rozumieniu zadbany chodzi o prawidłowe żywienie, kontrolę badań krwi, szczepienia, regularny kontakt z lekarzem oraz obserwacje. Kiedy zauważymy jakiekolwiek zmiany niepokojące powinno się od razu kontaktować z lekarzem ewentualnie podejmować decyzję o działaniach. Nowotwory same nie znikają, nie łudźmy się że guzek zniknie. On będzie rósł i dawał przerzuty. Im szybciej się go pozbedziemy tym większą szansa na powodzenie zabiegu.
Zatem kochajmy swoje zwierzęta rozsądnie. Nie dajmy szansy na ciche cierpienie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chory pies. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chory pies. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 1 czerwca 2014
piątek, 27 września 2013
Lekarz weterynarii i właściciel zwierzęcia czy mają wspólny cel?
Wydawać by się mogło, iż związek - relacja właściciel czworonoga - lekarz weterynarii powinna być jak najbardziej pozytywna. W końcu jakby nie patrzeć to zarówno jednej jak i drugiej stronie zależy przede wszystkim na dobru zwierząt. Tak jak się zmienia społeczeństwo, tak i zmienia się stosunek ludzi do zwierząt ( choć czasem mam wrażenie że nieco za bardzo się zmienia). Od pewnego czasu nie trudno zauważyć tendencję do powstawania co raz to większej grupy fundacji, stowarzyszeń, organizacji ratujących zwierzęta - każde. Myślę, że zdecydowana większość gatunków zwierząt domowych ma odpowiednik swojej fundacji dbającej o dobro ukochanych zwierząt. W tym wszystkim najrozsądniejszym wyjściem jest połączenie systematycznej pracy fundacji z wiedzą lekarską by usprawnić działania w obronie zwierząt. Przynajmniej teoretycznie patrząc wydaje się, że tak to powinno działać. Podczas gdy im dłużej przyglądam się poczynaniom wielu miłośników zwierząt ( począwszy od właścicieli, poprzez hodowców, a skończywszy na działaczach fundacji) często wydaje mi się, że nie jest to dla nich tak oczywiste. Wystarczy przejrzeć fora internetowe i nietrudno natknąć się na działy "weterynaria","zdrowie" itd. Każde forum poświęcone zwierzętom posiada takie miejsce i co dziwne na ogół jest mocno oblegane przez znawców tematu. Pozornie nie ma nic dziwnego w tym, iż właściciele w trosce o swoje czworonogi kontaktują się z opiekunami zwierząt z podobnym problemem. Jednakże tylko pozornie jest to nieszkodliwe, gdyż im dalej idziemy w las tym więcej pułapek. A mianowicie w wielu takich miejscach dyskusje nie toczą się na poziomie opowiedzenia swojej historii i własnych sugestii, a co gorsza często poruszane są tematy słuszności działań lekarza, słuszności podawania leków, wykonanych badań. A to dopiero początek. Obserwując szamaństwo internetowe szybko można znaleźć rozpaczliwe posty właścicieli zwierząt, które są w ciężkim stanie kiedy to proszą o rady forumowiczów! Niezwykle zadziwiające jest to zjawisko. Mnie jako przede wszystkim miłośnikowi zwierząt zawsze było trudno zrozumieć dlaczego ktoś marnuje czas na pisanie postu i oczekiwania odpowiedzi kiedy jego zwierzę cierpi, zamiast chwycić za telefon wykręcić numer do zaufanego lekarza weterynarii i podjąć działanie. Często mam wrażenie , brakuje zdrowego rozsądku w opiece zwłaszcza zdrowotnej. Wszystko jest w porządku gdy forumowicze od razu sugerują wizytę u lekarza, problem zaczyna się gdy forumowicze zaczynają sugerować stosowanie leków i działania. Rozumiem, że w błahych problemach można doraźnie pomóc, ale kiedy czytam że szczeniątko kilkutygodniowe czy kilkunastotygodniowe ma biegunkę i wymiotuje, to na co czekamy?
Zarówno miłośnicy czworonogów jak i lekarze weterynarii mają jeden wspólny cel - dobro i ochrona zdrowia i życia czworonożnych przyjaciół. Miłośnicy - właściciele otaczają opieką i miłością, zaś personel medyczny oferuje nie tylko dobre serce ale i wiedzę medyczną, dzięki której może uratować zdrowie i nierzadko życie naszego towarzysza. Zawsze wydawało mi się to logiczną całością układanki, gdyż każdy element powinien do siebie pasować i się uzupełniać. Niemniej dziś obserwuję przykry trend - w dużej mierze stara się unikać opieki lekarsko-weterynaryjnej na rzecz tego o czym mówi się w internecie. Problem tylko tkwi w tym, iż lekarz weterynarii który prowadzi naszego psa/kota/ czy inne zwierzę bierze odpowiedzialność za swoje poczynania( zabiegi lekarsko-weterynaryjne, podawane leki, płyny,ordynowane badania), podczas gdy żaden z forumowiczów czy członków fundacji nie weźmie odpowiedzialności za rady podane w internecie. Ktoś kiedyś nie na darmo wymyślił Akademię Medyczną. Z pewnością personel medyczny oferuje większe możliwości pomocy i działania, aniżeli fora internetowe. W końcu lekarze kończą studia po to by nieść pomoc naszym czworonożnym braciom. Choć mam wrażenie, że wciąż spora część ludzi traktuje zawód lekarza trochę z przymrużeniem oka, a co gorsza często czyta się o wyłudzaniu pieniędzy jak to ładnie brzmi' za trzaśnięcie drzwiami" bądź " milion zbędnych badań". Niestety do niedawna nie istniała możliwość porządnych ubezpieczeń dla zwierząt, ani nie ma weterynaryjnego odpowiednika funduszu zdrowia. Jednakże to się zaczyna zmieniać. Ruszają firmy ubezpieczeniowe dla zwierząt dzięki czemu opieka lekarsko-weterynaryjna będzie przychylniejsza być może dla naszego budżetu. Warto się z pewnością tym zainteresować.
A Waszym zdaniem lekarze weterynarii i właściciele dobrze ze sobą współpracują? czy lepiej polegać na tym co można wyczytać w internecie/na forach?
Zarówno miłośnicy czworonogów jak i lekarze weterynarii mają jeden wspólny cel - dobro i ochrona zdrowia i życia czworonożnych przyjaciół. Miłośnicy - właściciele otaczają opieką i miłością, zaś personel medyczny oferuje nie tylko dobre serce ale i wiedzę medyczną, dzięki której może uratować zdrowie i nierzadko życie naszego towarzysza. Zawsze wydawało mi się to logiczną całością układanki, gdyż każdy element powinien do siebie pasować i się uzupełniać. Niemniej dziś obserwuję przykry trend - w dużej mierze stara się unikać opieki lekarsko-weterynaryjnej na rzecz tego o czym mówi się w internecie. Problem tylko tkwi w tym, iż lekarz weterynarii który prowadzi naszego psa/kota/ czy inne zwierzę bierze odpowiedzialność za swoje poczynania( zabiegi lekarsko-weterynaryjne, podawane leki, płyny,ordynowane badania), podczas gdy żaden z forumowiczów czy członków fundacji nie weźmie odpowiedzialności za rady podane w internecie. Ktoś kiedyś nie na darmo wymyślił Akademię Medyczną. Z pewnością personel medyczny oferuje większe możliwości pomocy i działania, aniżeli fora internetowe. W końcu lekarze kończą studia po to by nieść pomoc naszym czworonożnym braciom. Choć mam wrażenie, że wciąż spora część ludzi traktuje zawód lekarza trochę z przymrużeniem oka, a co gorsza często czyta się o wyłudzaniu pieniędzy jak to ładnie brzmi' za trzaśnięcie drzwiami" bądź " milion zbędnych badań". Niestety do niedawna nie istniała możliwość porządnych ubezpieczeń dla zwierząt, ani nie ma weterynaryjnego odpowiednika funduszu zdrowia. Jednakże to się zaczyna zmieniać. Ruszają firmy ubezpieczeniowe dla zwierząt dzięki czemu opieka lekarsko-weterynaryjna będzie przychylniejsza być może dla naszego budżetu. Warto się z pewnością tym zainteresować.A Waszym zdaniem lekarze weterynarii i właściciele dobrze ze sobą współpracują? czy lepiej polegać na tym co można wyczytać w internecie/na forach?
sobota, 6 kwietnia 2013
Szamaństwo internetowe
Zaglądam sobie na bloga obserwując
najczęściej wyszukiwane słowa kluczowe i oto moim oczom ukazuje
się taka oto fraza "starszy
pies brak apetytu wymioty" ....
No i następuje pewna konsternacja.
Otóż rozumiem fakt, iż internet służy wielu z nas za najlepszy
dostęp do wiedzy. I w zasadzie
nie byłoby w tym nic złego gdyby nie to, że lubimy popadać w
skrajności i korzystać z niego przesadnie,ba wręcz z klapkami na
oczach. Zwłaszcza w stosunku do zwierząt. Nie trudno zauważyć, że
na większości for internetowych poświęconych psom istnieje
magiczna zakładka "zdrowie". Zrozumiała jest dla mnie
sytuacja w której właściciele psów częstokroć chorych dzielą
się swoimi doświadczeniami często pomocnymi wskazówkami
dotyczącymi prowadzenia
psa z jakimś problemem. Niemniej jednak w wielu wypadkach fora aż
kipią od dramatycznych postów, w których zrozpaczeni
opiekunowie błagają o pomoc z różnorodnych powodów.
W zdecydowanej
przewadze tych sytuacji są to przypadki w których nikt na
forum nie jest w stanie rozwikłać problemu, gdyż tutaj potrzebny jest Gabinet Lekarski i lekarz. Częstokroć
w sytuacji kiedy liczą się minuty traci bezsensownie czas na
opisywanie na forum dolegliwości cierpiącego zwierzęcia i czeka na
odpowiedź użytkowników forum! Pół biedy jeżeli owi użytkownicy
odsyłają po
pomoc do lekarza sugerując np dokąd
się udać, jednakże często sytuacja się komplikuje kiedy
forumowicze zaczynają podtykać pomysły na leczenie i zdecydowanie
odradzają wizyty u lekarza! Wydaje się to absurdalne, jednakże
często tak właśnie się dzieje. Co gorsza na ogół te "zbawienne"
rady nie działają i zwierzę prędzej czy później
trafia do lekarza, najczęściej w stanie fatalnym. A
zamiast szukać pomocy tak gdzie się powinno, autor postu
niecierpliwie wciska "odśwież" i czeka aż ktoś mu
podpowie w jaki sposób pomóc, a czas wciąż ucieka ... . Nie dosyć
, że w ten sposób marnuje cenny czas, nie dosyć że zwierzę
cierpi, nie dosyć że odpowiadają na posty ludzie którzy nierzadko
są zwykłymi właścicielami, a co za tym idzie z medycyną za wiele
wspólnego nie mają, to jeszcze bardzo często w odpowiedzi padają
naiwne rady, które mogą nieraz więcej zaszkodzić niż pomóc.
Zwierzę cierpi, a jego właściciel przeszukuje internet w nadziei
znalezienia złotego środka. Czy takie zachowanie jest racjonalne?
Cóż różne są priorytety, co zrobić. Choćbyśmy nie wiem jak
się starali to przez internet , zaocznie leczyć się nie da, choć
jak widać spore grono internet-maniaków tak by chciało.
Nie raz i nie dwa do gabinetu trafiały
ofiary porad internetowych. A najczęściej i najbardziej cierpią na
tym szczeniaki i kociaki, które bywa że trafiaja do nas odwodnione,
niedożywione, słabe nierzadko ocierając się o granicę ...
Dlaczego? a to dlatego, że szczeniak zarażony parwowirozą ma
biegunkę i wymiotuje, ale właściciel przeczytał na forum że to
pewnie nietrawność i po głodówce mu przejdzie, albo odchowane
przez człowieka szczeniaki czy kociaki są karmione w sposób
nieodpowiedni - krowim mlekiem, za rzadko podawane posiłki itd.
Jeszcze gorsze są porady dotyczące podawania ludzkich leków, gdzie
przykładowo zamiast podejść do lekarza bo lek przeciwbólowy,
właściciel aplikuje swojemu psu aspirynę, paracetamol . A w
efekcie po kilku podaniach zwierzę trafia do gabinetu w bardzo złym
stanie z krwotocznym zapaleniem żołądka i jelit.
Największy problem w całej tej
sytuacji tkwi w małym szczególe. Medycyna nie jest matematyką,
dotyka ona żywych istot i nie jest jednoznaczna. By udzielić
prawidłowej i skutecznej pomocy istotne jest działanie lekarza,
który wiele lat spędził odkrywając tajniki medycyny by móc
ratować życie. Podczas gdy zbyt często właściciele zwierząt
wychodzą zdecydowanie przed szereg i wchodzą w kompetencje
specjalistów. Niestety koniec końców nierzadko szkodząc
czworonogom.
Często przeglądając te wątki
zachodzę w głowę i usiłuję pojąć ten tajny jak dla mnie
system. Być może ktoś z czytelników będzie w stanie mi
wytłumaczyć dlaczego ludzie wolą szukać pomocy na forach
internetowych aniżeli wykonać telefon do zaufanego lekarza
weterynarii, który być może będzie potrafił doradzić
telefonicznie lub poinstruuje w jaki sposób udzielić najszybciej
pomocy i najskuteczniej bądź poinformuje o konieczności
natychmiastowej wizyty w gabinecie. Cóż trudno mi zrozumieć taki
system działania jeżeli chodzi o szamaństwo internetowe bo inaczej
nazwać tego nie potrafię ...
Inną sprawą jest to , że właściciele
czworonogów bardzo często wymieniają się swoimi doświadczeniami
odnośnie walki z jakimś schorzeniem. Owszem , przy zdrowym rozsądku
ma to swoje dobre strony, aczkolwiek bywa i tak że właściciel
który się naczytał wszystkich możliwych wątków opisujących
walkę z jakąś chorobą, próbuje sam leczyć swego zwierzaka, ba
nierzadko przychodząc na wizytę do gabinetu wychodzi przed szereg i
mówi lekarzowi w jaki sposób powinien leczyć jego pociechę , a
nawet jakimi lekami! To jest dopiero magia internetu. Bez wychodzenia
z domu stajemy się ekspertami , tyle że bez uprawnień ...
Wprawdzie wszystko jest dla ludzi,
byleby umieć z tego skorzystać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


