Czasem nie zdajemy sobie sprawy z tego jak szybko biegnie czas i jak duże zmiany zachodzą na naszych oczach. Czasem nie zwracamy na to uwagi, a czasem po prostu nie chcemy tego widzieć. Niemniej zmiany nieustannie zachodzą w każdej sferze naszego życia. Z oczywistych przyczyn najbardziej obserwowane przeze mnie zmiany dotyczą wszystkiego co związane z psami. Jak się dłużej zastanowić to zjawisko jest dosyć ciekawe, choć kierunek w którym zmierzamy jest dosyć niepokojący. Na przestrzeni ostatnich dwóch dekad widać jak bardzo społeczeństwo zmieniło swój stosunek do zwierząt. Z jednej strony bardzo mnie to cieszy, ale równocześnie z drugiej troszkę martwi. Miejsce psa w społeczeństwie, domach,rodzinach znacząco się zmieniło. Co więcej zmiany nastąpiły bardzo energicznie, w zasadzie w ciągu kilku lat z łańcucha psy stały się pełnoprawnymi członkami wielu rodzin. Ten kierunek jest bardzo dobry i to mnie jak iinnych miłośników czworonogów pewnością cieszy. Niemniej jednocześnie z wprowadzeniem psa na salony zaczęliśmy znacząco zmieniać swój stosunek do czworonogów. Choć nieraz o tym wspominałam muszę powiedzieć to znów. Gdyż mam poczucie że zaczynamy wpadać w pułapkę niezwykle groźna dla gatunku jakim jest pies. W mianowicie wszechobecna antropomorfizacja. Z jednej strony budującym zjawiskiem jest troską o czworonogi i ciepłe uczucia z drugiej zaś popadamy w skrajności.
Nie dalej jak choćby - nascie lat temu na osiedlach w miastach zaczęło pojawiać się sporo psów. Wiele rodzin miało swojego ukochanego kundelka, a nieliczni posiadali psy rasowe. Pamiętam jak na osiedlach każda klatka w bloku posiadała swojego psa, który siedział pod drzwiami. Zawsze w jakiejś klatce był pies co się szwedal. Z drugiej zaś strony mało kto używał smyczy, powszechnym zjawiskiem było wprowadzanie psa bez smyczy lub wypuszczenie z domu żeby biegał luzem. Co miało swoje plusy i minusy. Z jednej strony tworzyło się zjawisko kiedy każdy znał danego psa i wszyscy byli że sobą w pewien sposób zzyci. Choć psy biegały luzem to nikt się ich nie bal bo wszyscy się znali.. z drugiej zaś strony wtedy były nieco inne czasy było więcej zieleni więcej przestrzeni. A dziś mur,beton ,samochody i wszechobecne ograniczenia,zakazy i zlosliwosci. Dziś sytuacja jest niewyobrażalna z wielu względów. Dziś pies biegajacy bez smyczy jest postrzegany jako niebezpieczeństwo, jest to powód często do sąsiedzkich kłótni. Sytuacja jest także niewyobrażalna dziś że względu na ilość zagrożeń czekajacych na psy bez opieki. Choć niegdyś radziły sobie same i co więcej były posłuszne. Wraz z postępem i rozwojem nauk o psim zachowaniu dosłownie z dnia na dzień pojawiają się kolejne problemy i kolejni właściciele muszą korzystać z pomocy specjalistów od psich zachowań. Źródło problemu w dużej mierze myślę tkwi w nas ludziach. Chcielibyśmy by psia natura szła wraz z postępem i mam wrażenie, że chcielibyśmy trochę wyprzeć psa z psa. Dziś wielu ludzi upatruje kłopotów w takich zachowaniach jak tarzanie sie, weszenie,zjadnie odchodow innych zwierząt, obwachiwanie innych psów. Wszystko to ludzi często przyprawia o zawrót głowy. Wraz z krokiem w przyszłość kładziemy zbyt duży nacisk na zwierzęta i ich zmiany. Mam wrażenie, że dziś wielu podąża za tym żeby z psa zrobić małego człowieka. Upatrujemy w psach zachowań człowieka, interpetujemy psie zachowania jako anormalne, a próbujemy wpoic w nie zachowania ludzkie. Tym samym z psa powoli tworzymy karykaturę psa. Psy rasowe są co raz bardziej wątłe co raz więcej psów ma problemy z instynktem i praca pierwotną.
Zastanówmy się czego oczekujemy od psa? Jakie ma zajmować miejsce w naszym domu?
Ją wiem, że chce psa jako psa, a nie pluszowa zabawkę która nipotrafi odnaleźć się naturalnej przestrzeni. A Ty czego oczekujesz od psa?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pies w domu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pies w domu. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 16 marca 2014
niedziela, 12 maja 2013
Dom czy blok? Gdzie na prawdę jest jest szczęśliwy?
Duży pies w bloku? Tak to możliwe. Choć już dawno temu przyjęto iż pies większy niż york, pinczer czy jamnik w bloku to przesada i męczenie psa. Od dłuższego czasu zmagam się z tym stwierdzeniem. Tak nam z chocolatą przyszło iż jesteśmy blokersami i nie wstydzimy się z tego. Bo cóż nie ma nic złego w tym iż nie posiadamy własnego domu z wielkim ogrodem. Mamy za to fajne mieszkanie w fajny zielonym miejscu. A cóż więcej potrzeba chocolacie aniżeli zieleni i przestrzeni? No właśnie tutaj pojawia się konsternacja ... czego właściwie psu potrzeba? Nie wiedzieć czemu społeczeństwo trzyma się przekonania iż duży pies musi mieć swój ogród, a duży pies w bloku to męczarnia przez co nierzadko właściciele takich psów są nazwijmy szykanowani. Na szczęście wiele się zmienia w naszym społeczeństwie jeżeli chodzi o świadomość ludzi i postrzeganie zwierząt.
Pragnę głośno mówić o tym, iż psu do szczęścia nie jest potrzebny wielki ogród w którym będzie mógł leżeć i oszczekiwać wszystko co się porusza za płotem. A raczej pies potrzebuje swojego człowieka, pracy i stymulacji. Czego nie można powiedzieć o psach ogrodowych. W znacznym stopniu wiele z nich nie wychodzi po za ogrodzenie. Mają do dyspozycji wielkie ogrody , często nawet swoje kojce i tyle z tego. Wydawać by się mogło, że to szczyt marzeń bynajmniej tak mówią dawne mity. Jednakże w praktyce to krótka droga do pogłębiania psich problemów i frustracji. Nie ważne jakiej wielkości mamy mieszkanie, dom czy ogród. Dla psa nie ma to żadnego znaczenia, gdyż w jego życiu liczy się przede wszystkim jego przewodnik i ciągłe działanie. Potomkowie wilków nie są przyzwyczajeni do życia na zamkniętym terenie, na którym wszystko jest ciągle takie samo, jego człowiek chwile go pogłaska i zostawia samego sobie w wielkim ogrodzie. Taki pies prędzej czy później znajduje sobie zajęcie i na ogół jest to nienormalne stróżowanie. Co w praktyce wiąże się z szczekaniem i atakowaniem wszystkiego co się poruszy w okolicy domu. Tak na prawdę jest to sytuacja jak dla mnei mocno irytująca. Przechodząc spacerem alejami słychać kolejno jak w każdym ogrodzie psy się nawzajem nakręcają podnosząc alarm, choć w praktyce nic ich terenowi nie zagraża. Widok jest to smutny . Z czasem frustracje narastają, problemów przybywa, a zdecydowana większość właścicieli przyzwyczaja się do tego argumentując iż nic się z tym zrobić nie da. Co jest absolutną bzdurą. Pies może mieć do dyspozycji swój ogród ale nie powinien być pozbawiony możliwości pracy i eksploracji terenu innego. Ogród nie wyklucza spacerów. Choć najczęściej tak jest - czyli pies ma ogród to nie wychodzi na spacer, bo po co skoro ma zieloną trawę i przestrzeń? Ilu z Was widziało psy biegające samoistnie po ogrodzie bez stymulacji? Zapewne nie wielu, w zamian za to zapewne zdecydowana większość z nas choć raz w życiu widziała ogród z wydeptaną ścieżką -rowem pod płotem? Ten rów to efekt psiej frustracji i znalezienia sobie zajęcia w postaci atakowania świata zewnętrznego. Zamiast prawdziwego psa stróżującego często mamy psy sfrustrowane i histeryczne. Z braku zajęcia nie potrafią ocenić sytuacji i nadaktywnie reagują...
Podczas gdy odwracając sytuację psy blokowe mają może i mniej miejsca w domu, ale mają ciekawsze życie. Z racji tego iż każdy kto ma swoją szuflandię, nie ma swojego kawałka zielonej trawy na którą może wyslać psa. Przez co przynajmniej 3x dziennie człowiek musi psa wyprowadzić chociażby przed klatkę by załatwił swoje potrzeby fizjologiczne. Może i te spacery nie są długie, bo na ogół to kilka minut. Ale przez te kilka minut pies mija inne zwierzęta, sąsiadów, ma możliwość przeczytania informacji od psich sąsiadów. Coś się dzieje, każdy dzień jest inny i zawsze są bodźce stymulujące organizm. Życie w bloku choć ciasne jest ciekawsze.
Zdecydowanie nie można oburzać się na ludzi, którzy mieszkając w blokach pragną mieć psa dużej rasy czy nawet molosa. W domu jest czas na odpoczynek, kiedy pies może spać po spacerze czy po prostu się regenerować. A w międzyczasie poświęcamy choć kilka chwil na aktywność fizyczną i psychiczną psa. Żaden pies nie będzie żył szczęśliwie kiedy jego los będzie każdego dnia taki sam. Nasze psy nie są do tego stworzone.
Żyjemy z chocolatą w szuflandii i nigdy nie widziałam sygnałów świadczących o tym by była psem nieszczęśliwym .... w bloku zawsze się coś dzieje ...
Pragnę głośno mówić o tym, iż psu do szczęścia nie jest potrzebny wielki ogród w którym będzie mógł leżeć i oszczekiwać wszystko co się porusza za płotem. A raczej pies potrzebuje swojego człowieka, pracy i stymulacji. Czego nie można powiedzieć o psach ogrodowych. W znacznym stopniu wiele z nich nie wychodzi po za ogrodzenie. Mają do dyspozycji wielkie ogrody , często nawet swoje kojce i tyle z tego. Wydawać by się mogło, że to szczyt marzeń bynajmniej tak mówią dawne mity. Jednakże w praktyce to krótka droga do pogłębiania psich problemów i frustracji. Nie ważne jakiej wielkości mamy mieszkanie, dom czy ogród. Dla psa nie ma to żadnego znaczenia, gdyż w jego życiu liczy się przede wszystkim jego przewodnik i ciągłe działanie. Potomkowie wilków nie są przyzwyczajeni do życia na zamkniętym terenie, na którym wszystko jest ciągle takie samo, jego człowiek chwile go pogłaska i zostawia samego sobie w wielkim ogrodzie. Taki pies prędzej czy później znajduje sobie zajęcie i na ogół jest to nienormalne stróżowanie. Co w praktyce wiąże się z szczekaniem i atakowaniem wszystkiego co się poruszy w okolicy domu. Tak na prawdę jest to sytuacja jak dla mnei mocno irytująca. Przechodząc spacerem alejami słychać kolejno jak w każdym ogrodzie psy się nawzajem nakręcają podnosząc alarm, choć w praktyce nic ich terenowi nie zagraża. Widok jest to smutny . Z czasem frustracje narastają, problemów przybywa, a zdecydowana większość właścicieli przyzwyczaja się do tego argumentując iż nic się z tym zrobić nie da. Co jest absolutną bzdurą. Pies może mieć do dyspozycji swój ogród ale nie powinien być pozbawiony możliwości pracy i eksploracji terenu innego. Ogród nie wyklucza spacerów. Choć najczęściej tak jest - czyli pies ma ogród to nie wychodzi na spacer, bo po co skoro ma zieloną trawę i przestrzeń? Ilu z Was widziało psy biegające samoistnie po ogrodzie bez stymulacji? Zapewne nie wielu, w zamian za to zapewne zdecydowana większość z nas choć raz w życiu widziała ogród z wydeptaną ścieżką -rowem pod płotem? Ten rów to efekt psiej frustracji i znalezienia sobie zajęcia w postaci atakowania świata zewnętrznego. Zamiast prawdziwego psa stróżującego często mamy psy sfrustrowane i histeryczne. Z braku zajęcia nie potrafią ocenić sytuacji i nadaktywnie reagują...
Podczas gdy odwracając sytuację psy blokowe mają może i mniej miejsca w domu, ale mają ciekawsze życie. Z racji tego iż każdy kto ma swoją szuflandię, nie ma swojego kawałka zielonej trawy na którą może wyslać psa. Przez co przynajmniej 3x dziennie człowiek musi psa wyprowadzić chociażby przed klatkę by załatwił swoje potrzeby fizjologiczne. Może i te spacery nie są długie, bo na ogół to kilka minut. Ale przez te kilka minut pies mija inne zwierzęta, sąsiadów, ma możliwość przeczytania informacji od psich sąsiadów. Coś się dzieje, każdy dzień jest inny i zawsze są bodźce stymulujące organizm. Życie w bloku choć ciasne jest ciekawsze.Zdecydowanie nie można oburzać się na ludzi, którzy mieszkając w blokach pragną mieć psa dużej rasy czy nawet molosa. W domu jest czas na odpoczynek, kiedy pies może spać po spacerze czy po prostu się regenerować. A w międzyczasie poświęcamy choć kilka chwil na aktywność fizyczną i psychiczną psa. Żaden pies nie będzie żył szczęśliwie kiedy jego los będzie każdego dnia taki sam. Nasze psy nie są do tego stworzone.
Żyjemy z chocolatą w szuflandii i nigdy nie widziałam sygnałów świadczących o tym by była psem nieszczęśliwym .... w bloku zawsze się coś dzieje ...
niedziela, 31 marca 2013
Pokręcone relacje
Każdy człowiek mający możliwość obcować ze zwierzętami ma swój własny pomysł na stworzenie z nimi więzi i tym samym inaczej ustala granice wzajemnych relacji. Tylu ilu nas jest tyle jest relacji i metod opieki nad czworonogami. Na pewno inaczej traktuje zwierzęta początkujący amator, a inaczej doświadczony wieloletni miłośnik czworonogów. Równocześnie każdy z nich ma swój pogląd na wychowanie. Dziś wiemy, że "szkół" i metod jest całe mnóstwo od skrajności przez podobne metody z drobnymi różnicami. Tak na prawdę każdy opiekun sam musi wybrać, które będą odpowiadały jego czworonogowi. Niemniej myślę, że każdy z opiekunów na przestrzeni lat zmienia swoje poglądy dotyczące wychowania zwierząt jak i własne postępowanie. Często lubimy przechodzić ze skrajności w skrajność. Ilu ludzi tyle charakterów i pomysłów. Co dnia mam okazję obserwować różnych ludzi i różne zwierzęta w tym relacje opiekun-pies. Muszę przyznać, że jest to dosyć ciekawe zjawisko psychologiczne nierzadko ... Zapewne gdyby się głębiej zastanowić i przeanalizować różne sytuacje można by się pokusić o charakterystykę wzajemnych relacji. Jednakże to nie miejsce i czas by takimi sprawami się zajmować. Od tego mamy psychologów i socjologów. Z czystej ciekawości i obserwacji otoczenia można wyciągnąć już pierwsze wnioski, do których nie trzeba być specjalistą. Nasze społeczeństwo tworzą różni ludzie i różne charaktery, co później przedkłada się często na opiekę nad zwierzętami. Nierzadko są to modele skrajne.
Z jednej strony często obserwujemy takie sytuacje z boku obiektywnym okiem, a z drugiej z racji pełnionej funkcji często przychodzi nam pewne sprawy prostować i zmieniać światopogląd. Niemniej pozwala to nam na wysunięcie pierwszego wniosku. Myślę, że bardzo często na rodzaj relacji z psem i sposób jego traktowania ogromny wpływ ma niska świadomość społeczeństwa i brak wiedzy. Które to prędzej czy później doprowadzają do nawarstwiania się problemów z czworonogiem. Pokuszę się o stwierdzenie, że my jako społeczeństwo mamy dosyć niską wiedzę dotyczącą zachowania zwierząt i ich potrzeb. Wiem, że to być może już nudne jest bo ten temat na blogu jest wciąż wałkowany. Jednakże widzę niemalże każdego dnia jakich podstaw nam - właścicielom brakuje i jakie przychodzi zwierzętom ponosić konsekwencje z powodu naszej niewiedzy. Niewiedza ta odbija się echem na wielu polach, myślę że warto poświęcić trochę czasu na analizę możliwych kłopotów w tym oto miejscu. Chyba, że nie ma takiej potrzeby , choć to pozostawiam do oceny Wam - drodzy czytelnicy.
Z jednej strony często obserwujemy takie sytuacje z boku obiektywnym okiem, a z drugiej z racji pełnionej funkcji często przychodzi nam pewne sprawy prostować i zmieniać światopogląd. Niemniej pozwala to nam na wysunięcie pierwszego wniosku. Myślę, że bardzo często na rodzaj relacji z psem i sposób jego traktowania ogromny wpływ ma niska świadomość społeczeństwa i brak wiedzy. Które to prędzej czy później doprowadzają do nawarstwiania się problemów z czworonogiem. Pokuszę się o stwierdzenie, że my jako społeczeństwo mamy dosyć niską wiedzę dotyczącą zachowania zwierząt i ich potrzeb. Wiem, że to być może już nudne jest bo ten temat na blogu jest wciąż wałkowany. Jednakże widzę niemalże każdego dnia jakich podstaw nam - właścicielom brakuje i jakie przychodzi zwierzętom ponosić konsekwencje z powodu naszej niewiedzy. Niewiedza ta odbija się echem na wielu polach, myślę że warto poświęcić trochę czasu na analizę możliwych kłopotów w tym oto miejscu. Chyba, że nie ma takiej potrzeby , choć to pozostawiam do oceny Wam - drodzy czytelnicy.
Na początek chciałabym zastanowić się chwilę nad traktowaniem zwierząt i budowaniem naszych relacji. Pies jako przyjaciel rodziny towarzyszy nam od dawna, co nie znaczy że zawsze relacje te są poprawne. Zdecydowana większość przedstawicieli canis lupus familiaris w naszych domach traktowana jest jak mali ludzie. Zbyt często skłaniamy się w stronę przykrej skrajności jaką jest antropomorfizacja. Jest to temat trudny bo często właściciele łatwo przekraczają granice miłości, szacunku do zwierzęcia przechodząc do traktowania psa skrajnie jak człowieka. Na ogół takie zachowanie tłumaczymy troską, uczuciami, przywiązaniem. Przekraczamy cienką granicę i usiłujemy stworzyć małego człowieka na czterech nogach. Podczas gdy w konsekwencji zyskujemy zamiast fajnego ułożonego psa - czworonoga rozpieszczonego, chaotycznego, rozhisteryzowanego, bez instynktu samozachowawczego, pozbawionego psiego charakteru. Największy problem polega na tym, iż antropomorfizując naszego ukochanego psa wydaje się nam, że o niego dbamy i robimy dla niego wszystko co najlepsze. Podczas gdy w rzeczywistości wyrządzamy mu ogromną krzywdę. W zdecydowanej większości małe rasy są w grupie największego ryzyka. Wielu opiekunów piesków XS traktuje je jak dzieci, zabawki czy dodatek do rodziny, bo są malutkie , słodkie, rozkosznie wyglądają w ubrankach, wózkach czy transporterach. Usiłując je chronić przed światem jakoby rzekomo miał zagrażać chowamy je w transporterach, nosidełkach,wózkach. Tulimy je w ramionach, nosimy aby nie męczyły się długim spacerem, aby większy pies ich nie wystraszył czy co tam jeszcze sobie wymy ślimy. Z doświadczenia wiem, że powodów chronienia przed światem jest całe mnóstwo i zawsze nadgorliwy opiekun stara się znaleźć porządne argumenty broniące takowego zachowania. Przebywając z psami z lubością przypisujemy im ludzie odczucia, myśli i plany. Zapominamy o tym jaki na prawdę jest pies i czego mu potrzeba do życia. Traktując je jak ludzi wyrządzamy im ogromną krzywdę. Pies nigdy nie będzie człowiekiem i mimo tego, iż inteligencja psa jest na poziomie trzyletniego dziecka nie uzasadnia to naszego zachowania i przypisywania im ludzkich cech. Pies to drapieżnik,a dziś jest to powiedzmy "udomowiony drapieżnik" .
Na przestrzeni lat i trwającej ewolucji człowiek przysposobił sobie psy jako pomoc w pracy. Ich funkcja w stadzie ludzkim była zupełnie różna niż jest dziś, co więcej dziś wcale dobrze im z tym nie jest.
Pies do szczęścia potrzebuje aktywności fizycznej, aktywności psychicznej, zajęcia - zadań, pracy, kontaktu z przewodnikiem, który wyznaczy mu zadania i zajęcie oraz kontaktu z pobratymcami, dla psa w ciągu dnia istotna jest możliwość eksploracji terenu i zbierania informacji o toczącym się życiu. Niestety antropomorfizacja stoi na drodze do psiego szczęścia i zrównoważonego życia, gdyż uczłowieczanie - wklejanie psa w obrazek małego dziecka nie pozwala na korzystanie z życia po psiemu. Gdyż nasz sposób myślenia jest zdecydowanie bardziej rozwinięty, psie życie jest prostsze i kierowane zupełnie różnymi mechanizmami. Dla nas priorytetem są emocje i konwenanse, dla psa instynkt i niektóre atawizmy. Zrozumienie psiego bytu pozwoli nam nie tylko na stworzenie trwałej więzi z psem, ale i wzbogaci nas o cenną wiedzę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






