niedziela, 24 lutego 2013

Czekolady wierny smak ...




Cieniem moim jest mój pies
tam gdzie jestem ja
jest i mój wierny czekolady smak.
Nie ważne czy to dzień czy sen
czekoladowy cień zawsze blisko jest.
Ręka w łapę razem trwamy, spacerowym krokiem
czy też leniwym rozespanym okiem
jesteśmy razem
ja i mój czekolady wierny smak .


niedziela, 17 lutego 2013

Ważna socjalizacja

Zaczyna się już u hodowcy i ciągnie się przez kilka pierwszych miesięcy. Jest to proces niezwykle ważny zarówno  dla psiej przyszłości jak i naszej .... Socjalizacja ma wpływ między innymi na to jaki nasz pies będzie i czy będziemy mogli z nim robić to co sobie zaplanowaliśmy. Na szczęście w dużej mierze mamy na nią wpływ pod warunkiem iż bierzemy pod swój dach malucha kilku - kilkunastotygodniowego szczeniaka. Sytuacje, zdarzenia, wyzwania stawiane przed maluchem w przeciągu pierwszych kilku tygodniu swojego życia przyczyniają się do stworzenia nazwijmy "mapy" znanych obrazów, które są traktowane przez psa później jako naturalne zjawiska nie powodujące u niego stresu, niepokoju, strachu. Jednakże cały proces ciągnie się od narodzin, a moment kiedy szczenięta otwierają oczy, uszy, zaczynają się przemieszczać jest kluczowy. To co poznają w tym okresie w przyszłości nie będzie dla nich problematyczne. Dlatego też obecnie wiele mówi się o tym jak ważną rolę pełni hodowca w kwestii socjalizacji. Do niedawna nie zdawaliśmy sobie sprawy jak ważny jest to proces. Jednakże w dobie XXI kiedy psy są przede wszystkim naszymi towarzyszami w życiu codziennym, kiedy jeździmy z nimi na wystawy, kiedy uprawiamy psie sporty i najważniejsze - kiedy to psy mieszkają głównie w centrach miast szeroko pojęta socjalizacja to podstawa ukształtowania psa zrównoważonego psychicznie i otwartego na społeczeństwo. 
Jeżeli zależy nam na tym by pies robił z nami wszystko i towarzyszył nam w życiu codziennym w mieście powinniśmy raczej myśleć o kupnie szczenięcia w wieku około 2-3 miesięcy. Gdyż w tym okresie jesteśmy w stanie nadrobić luki socjalizacyjne, co w wieku późniejszym jest niemożliwe. Oczywiście regularna praca i poświęcony czas przynoszą pozytywne rezultaty, jednakże braków socjalizacyjnych w pełni nigdy nie nadrobimy. Zawsze pozostają "dziury" które będą dla nas problematyczne.

Z życia codziennego mam dwa przykłady zupełnie skrajne .... Czekolada zabrana od mamy w wieku 8 tygodni, ukształtowana przeze mnie według moich potrzeb. Dziś jest psem, który robi ze mną wszystko - dzielnie przemierza centrum miasta, pracuje ze mną, jeździ na wystawy, odwiedza znajomych, jeździ środkami komunikacji miejskiej, kocha ludzi, inne zwierzęta, cieszy się życiem. Podczas gdy czarne podopalane maleństwo trafiło do nas jako pięciomiesięczna dziewczynka z hodowli mieszczącej się pod miastem, praktycznie w okolicy lasów i pól, gdzie znane były jej spokój, cisza, psy z hodowli i domownicy. Przyjechała do miasta gdzie nastąpiła tragedia. Wiele miesięcy pracy poświęciliśmy na to by suczka mogła swobodnie wyjść na spacer z innymi psami, przeszła przez osiedle bez podkulonego ogona. Niemalże półtorej roku minęło do czasu żeby sunia mogła biegać na spacerze luzem bez smyczy. Podczas gdy najszczęśliwsz ajest kiedy spędzamy wolny czas na polach czy też w lesie .... 

Mam w domu dwie zupełne skrajności, życie z czekoladą jest proste i pełne wrażeń podczas gdy maleństwo jest raczej domatorem ....

sobota, 16 lutego 2013

Naturalne porozumienie ze zwierzętami

"[...] Można więc rzec, że jestem kimś w rodzaju zoologicznego samouka, któremu zwierzęta z z pewnością nie są obce.Potrafię się z nimi dogadać. W ich obecności czuję się lepiej, niż w towarzystwie większości znanych mi ludzi. Zwierzęta i ja podzielamy ten sam punkt widzenia, o którym większość ludzi zapomniała : koniec końców w życiu chodzi o przetrwanie. Kiedy to zrozumiemy, zyskanie zaufania zwierzęcia, które na wolności mogłoby Cię zjeść, staje się trwałym i bezcennym doświadczeniem[...]" 
Saul "Slash" Hudson 

„Jeśli będziesz rozmawiał ze zwierzętami, one też będą do Ciebie mówić i poznacie się wzajemnie. Jeśli nie będziesz z nimi rozmawiał, nie poznacie się. To czego nie znasz, będzie napawało Cię strachem. Zaś to czego się boisz, zniszczysz”.
Wódz Dan George

Myślę, że każdemu z nas zdarzają się refleksyjne dni. Czasem zastanawiam się nad czymś co nazywamy więzią ze zwierzętami. Pośród psiarzy wiele mówi się o tym, iż na drodze wychowania szczenięcia powinniśmy stworzyć więź. Brzmi szumnie i wielu początkujących właścicieli mocno przywiązuje do tego wagę by takową nić porozumienia wywiązać. Jednakże mam wrażenie, że niezwykle często mylimy pojęcia i wielu ludzi nie do końca rozumie na czym owa więź polega. Czytając często poradniki dla amatorów czy też fora internetowe można znaleźć całą listę obowiązków i rad jak pomóc tworzeniu więzi. Podczas gdy wydaje mi się, że zupełnie niepotrzebnie wywołujemy tak ogromny szum wokół tej sytuacji. Co więcej spory nacisk kładzie się na powstawanie kursów, szeroko pojętych wykładów czy studiów głoszących zasady porozumiewania się ze zwierzętami. Podczas gdy w moim odczuciu z wrażliwością i zrozumieniem zwierząt się rodzimy albo nie. Oczywiście można się wyuczyć schematów postępowań i teoretycznie sobie radzić, jednakże bez wewnętrznego spokoju, ciepła i opanowania i tak nie będziemy w stanie dobrze radzić sobie z czworonogami. W istocie są ludzie którzy doskonale potrafią okiełznać każde zwierzę czy też dany gatunek zwierzęcia, szeroko mówi się o zaklinaczach psów, kotów,koni, kur itd... Często Owi zaklinacze są podziwiani przez społeczeństwo, które usiłuje brać z nich przykład. Jednakże nie każdemu to wychodzi mimo czytania książek napisanych przez specjalistów i stosowania się do ich zasad. Sęk w tym iż nie każdy posiada naturalny system porozumiewania się ze zwierzętami. Jeżeli się zastanowić głębiej i rozejrzeć wokół siebie zapewne znajdziemy mnóstwo przykładów gdzie właściciele mimo starań posiadają nieposłuszne psy, lekarze weterynarii nie potrafią nawiązać kontaktu z pacjentem, behawiorystów czy szkoleniowców nie do końca radzących sobie z psem czy kotem. Podczas gdy od czasu do czasu pojawiają się wiadomości o cudownych ludziach zaklinających zwierzęta i rozumiejący je bez słów. No właśnie jak to działa? 
Sądzę, iż cała tajemnica tkwi w tym, że niektórzy ludzie rodzą się z naturalną wrażliwością wobec zwierząt, a zrozumienie ich zachowania przychodzi bez trudu, naturalnie i swobodnie. Ludzie, którzy nie potrzebują wyższych studiów, certyfikatów czy szkoleń do tego by potrafić porozumieć się z psem, kotem czy koniem. Po prostu naturalnie z nim rozmawiają w ich języku. Choć uważam, że spora zasługa w tym że tacy ludzie traktują te zwierzęta jak należy czyli dostrzegają psa w psie, kota w kocie, konia w koniu, a węża w wężu. By cieszyć się obecnością i fajną relacją z psem nie potrzebne mu są ładne akcesoria, drogie smycze, sukienki czy zabawki. Psu do szczęścia potrzebny jest mądry człowiek, który pozwoli mu być psem i rozwijać swoje naturalne instynkty. Będzie przy nim blisko, będzie z nim rozmawiał, będzie mu wskazywał drogę tym samym nie narzucając nachalnie swoich pomysłów czy też nie będzie występował w roli podajnika do jedzenia. Zbyt często czytam i widzę jak radzi się nowym właścicielom by kształtowali więź z psem za pomocą jedzenia. TO nie tędy droga. 

Kształtowanie więzi z psem jest naturalnym procesem w życiu z nim, tego nie da się zaplanować ani wypracować. Z tą umiejętnością się rodzimy, a wtedy nie są nam potrzebne dodatkowe akcesoria które mają nam zapewnić szacunek zwierzęcia. 

niedziela, 10 lutego 2013

Modna brachycefalia ....


Na przestrzeni lat hodowli psów rasowych nie da się uniknąć zmian, ewolucji. Dziś wizerunek znacznej części ras uległ zmianie, niektóre diametralnie się zmieniły inne niewiele. Niestety odkąd człowiek zaczął mieszać w genetyce na własne potrzeby usiłując wydobyć piękno (bynajmniej w jego mniemaniu) zaczęły się pojawiać kłopoty. A mianowicie obecnie mam wrażenie, że dążymy głównie do tego by rasy były idealne eksterierowo podczas gdy ich zdrowie jakoś nam umyka między palcami. Zapewne wielu dochodząc do tego zdania uzna iż trochę przesadzam. Czy aby na pewno?Zastanówmy się nad kilkoma elementami dosyć istotnymi : jak się zmienił wygląd? do czego doprowadziła zmiana wyglądu? jak się zmienia średnia życia psów rasowych? I tu jakby zacznają się schody. Obserwując psy na wystawach trudno nie dostrzec i docenić psich piękności. Piękne, przygotowane, wyszkolone tak by się elegancko prezentowały. Brylują na ringach, z medalami, pucharami. Oczywiście nie byłoby w tym nic złego gdybyśmy gdzieś po drodze do tej dumy nie zapomnieli o zdrowiu, charakterze i przeznaczeniu danych ras. Kiedyś psy rasowe nie były przeznaczone dla każdego i dosyć trudno było dostać psa z rodowodem. Dziś jest to powszechne, ba wręcz propagujemy świadome kupno psa z udokumentowanym pochodzeniem. To dobrze, jednakże ja chciałabym zwrócić na kwestię bardzo ważną. Doskonale, że propagujemy nabywanie szczeniąt z rodowodem, ale zacznijmy jeszcze propagować świadome hodowanie. Gdyż dziś hodowanie nie zawsze wiąże się z rozsądkiem, wiedzą, doświadczeniem i miłością. Rzadko idzie to w parze, a właśnie w ten sposób nasze kochane psy rasowe dziś cieszą się opinią słabych, wątłych i chorowitych stworzeń. I to niestety w dużej mierze jest prawdą.

Wiele ras dziś jest obarczonych problemami, w zasadzie każda modna rasa dziś cierpi na zdrowiu. Lista chorób rasowych się wydłuża, lista ras predysponowanych także. Nie sposób je wszystkie przytoczyć tuaj, gdyż na ten temat są dość obszerne opracowania w literaturze weterynaryjnej.
Psy brachiocefaliczne są jedną z najbardziej obciążonych chorobami grupą ras. Buldogi angielskie, buldogi francuskie, shih tzu, pekińczyki, mopsy, boston terriety, boksery, dogi de bordoux to tylko początek listy psów narażonych na wystąpienie syndromu BAS.
W praktyce wygląda to tak. Pies nie jest w stanie swobodnie oddychać, sami zobaczcie!(Przerost podniebienia miękkiego u psów )
a powinno być tak: ( taki efekt uzyskuje się po zabiegu chirurgicznym, który w wypadku wielu psów jest niezbędny by mogły żyć)


Wszystkie te rasy są obarczone ryzykiem wystąpienia syndromu brachiocefalicznego BAS, który jest zespołem anomalii anatomicznych prowadzących do szeregu zmian w organizmie zwierzęcia. Typowe objawy chorobowe są powszechnie uznawane za standard i według wielu hodowców jak i miłośników tych ras są wpisane w specyfikę rasy. Po części to prawda bo syndrom jest wpisany w rasę, ale nie znaczy to że pies ma chorować. Głośno i otwarcie należy mówić o tym iż takie objawy jak chrapanie, świsty, charczenie, krztuszenie się, wymioty po aktywności fizycznej, niechęć do ruchu, zmienny apetyt nie są naturalną częścią życia tych psów. To są objawy patologiczne i należy ten syndrom leczyć. Bez wyleczenia przyczyny choroby czyli zbyt długiego podniebienia miękkiego oraz zbyt wąskich skrzydełek nosowych możemy się liczyć z licznymi utrapieniami i częstymi wizytami u lekarza weterynarii, a w efekcie następstw niedotlenienia i ciągłej duszności możemy się liczyć z chorobami serca, układu oddechowego i krótkiego życia. Psy po zabiegu chirurgicznym mogą się cieszyć komfortowym życiem i korzystać z niego jak każdy inny pies.

Na wystawach psów rasowych w okresie letnim nie trudno zauważyć jak dużym wysiłkiem dla tych ras jest wysoka temperatura. Wiele z tych psów nieustannie się dusi, krztusi, ziaje. Zmaga się z ciągłym niedotlenieniem, podczas gdy ich właściciele często beztrosko ucinają sobie pogawędki w pełni słońca. Niestety wiele razy byłam świadkiem takich sytuacji, wiele razy zwracałam uwagę by udać się do cienia, pozwolić psu na dostęp do wody, schłodzić go i przede wszystkim skonsultować się z lekarzem. Niestety w znacznej przewadze spotkałam sie z negatywną reakcją i tłumaczeniem, że nic się nie da zrobić bo one tak mają! Co za bzdura! Na jednej z wystaw buldożek zaczął się dusić kiedy właścicielka z upale prowadziła go przez stadion, kilka osób z widzów zwróciło uwagę na niego pytając hodowczynię co się dzieje i czy jej nie pomóc. Na co odrzekła, że to nic takiego bo on tak ma .... Strasznie to przykre jest. Właśnie przez takie sytuacje i propagowanie nienaturalnego wyglądu psa rasowego doprowadzamy do destrukcji kynologii. Dziś kynologia w wielu wypadkach nie wiele ma wspólnego z dobrem psów, nie trudno zauważyć i się nei zgodzić z tym, że dziś hodowanie to powielanie cech wyglądu, przymykanie oko na zdrowie i całkowite zapomnienie o tym kim na prawdę jest pies i jakie było jego przeznaczenie. Dziś ma błyszczeć, wyglądać pięknie i stać niczym posąg.

Czy taki na prawdę powinien być canis lupus familiaris?

sobota, 2 lutego 2013

Przez żołądek do serca ... psiego

Z miłości do swoich czworonogów chętnie raczymy je różnego rodzaju rarytasami. Karmienie to wręcz ulubiona czynności znacznej większości właścicieli psów. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby ta czynność była wykonywana z rozsądkiem. Podczas gdy w dużej mierze ludzie swoich psów usiłując sprawić przyjemność pupilowi niestety wyrządzają nieumyślną krzywdę. Począwszy od błędów żywieniowych, a skończywszy na tragicznym przekarmianiu. Niestety na drodze ewolucji wiele psów dziś wykazuje skłonności do niekontrolowanej żarłoczności. Wiele ras jest predysponowanych do tego typu zachowań i niestety te same rasy przodują na liście ras obarczonych ryzykiem otyłości. Jednakże otyłość z powietrza się nie bierze. Na ogół wynika to z karygodnych błędów, choć są wyjątki spowodowane czynnikami chorobowymi.
Lubimy dogadzać swoim zwierzętom i w zasadzie jest to miłe, niemniej warto byłoby skupić się na tym by dogadzanie nie kończyło się tragedią chorób będących powikłaniem otyłości. Szukać daleko nie trzeba, bo w naszym otoczeniu jest mnóstwo psów z nadwagą, która wśród zwierząt domowych jest ogromnym problemem. A w tym wszystkim najsmutniejszy jest fakt, że paradoksalnie to my - ludzie chcąc ich zadowolenia doprowadzamy do cierpienia. Nie można powiedzieć by pies otyły był szczęśliwy i komfortowo mógł korzystać ze swego psiego życia. Co gorsza właściciele później zrzucają winę na psa "bo jest domatorem i nie lubi spacerów" . Co jest oczywiście nie prawdą. Pies potrzebuje ruchu, jednakże trudno mówić o aktywności fizycznej kiedy ma często sporo zbędnych kilogramów i kiepską kondycję. I tak kółko się zamyka, my przekarmiamy, pies je bez końca, leży na kanapie, a my narzekamy że mamy leniwego psa. Podczas wizyty w gabinecie lekarskim oburzamy się słysząc reprymendy od lekarza weterynarii. Zupełnie słuszne, dla nas nasz czworonóg zawsze będzie idealny potrzeba nam opinii obiektywnej i pomocy! Często nie zdajemy sobie sprawy z wagi problemu póki ktoś nam go nie wytknie.

Najczęściej problem zaczyna się już kiedy szczenię trafia do domu. Wielu nowo upieczonym właścicielom wydaje się, że jedyną drogą do zdobycia szacunku i "miłości" malucha jest jedzenie. I tym oto sposobem zyskujemy uwagę czworonoga poprzez przekupstwo. Ciągle karmimy, ciągle nagradzamy, a pies nas wcale bardziej nie szanuje, wręcz traktuje nas jak "podajnik" do jedzenia. A to z zaufaniem,szacunkiem i więzią emocjonalną nie wiele ma wspólnego. Pies potrzebuje zrównoważonej relacji. Jeżeli zależy nam na stworzeniu prawdziwej więzi z psem to przede wszystkim musimy mu pozwolić na bycie PSEM! A co to znaczy? w Praktyce bycie psem oznacza pracę dla człowieka i zapracowanie na nagrodę. Nagrodę, która nie zawsze musi być workiem smakołyków. Oczywiście najłatwiej zacząć od czegoś smacznego, ale nagroda to nie tylko jedzenie to pogłaskanie, zabawa, ciepły głos, ulubiona zabawka, spacer. Pies pracuje dla różnego rodzaju korzyści, nie tylko dla jedzenia. Powinniśmy pamiętać o tym ucząc szczenię i pokazywać różnego rodzaju nagrody. Gwarantuję, że relacja oparta tylko na karmieniu zdrowa nie jest i na pewno nie da nam satysfakcji stworzenia fajnej więzi z psem. To jeden problem. A drugi jest trochę bardziej skomplikowany, którego geneza tkwi w niewiedzy. Tak, wielu właścicieli ma niewielkie pojęcie o żywieniu psów i tutaj powstaje najwięcej błędów. Przede wszystkim często traktujemy psy jak "domowe śmietniki" którym dajemy wszystko to co my jemy lub to co zostaje po naszych posiłkach. I tu się zaczyna. Przede wszystkim psom nie wolno podawać produktów spożywczych wypełnionych przyprawami i konserwantami bo to prosta droga do problemów zdrowotnych( niewydolność nerek, wątroby), a ponadto ciągle coś podając ze stołu nie panujemy nad tym ile nasz pies w ciągu dnia zjada tak na prawdę. Druga sprawa kompletnie nie zwracamy uwagi na normy żywieniowe i "tabelki". Dajemy ile się nam nałoży ( na ogół więcej niż mniej, żeby przypadkiem pies nie był głodny). Ponadto posiłki są zupełnie nie zbilansowane. Z chęcią dajemy karmy niskiej jakości oparte na soi i produktach pochodzenia zwierzęcego max 4% w składzie, lub gotujemy kaszę, makaron i jakieś "ścinki" z wędlin bo tanio w mięsnym wychodzi. I tak koło się zamyka, problem napędza. Popełniane błędy żywieniowe to temat rzeka i ciężko je razem zmieścić, myślę że temat pociągniemy dalej z tym, że wiedzę usystematyzujemy żeby było łatwiej ogarnąć.

Powiem jeszcze tylko, że im bardziej dołożymy się do żywienia tym mniej dołożymy do leczenia! Lepiej wydać na jedzenie, niż na leczenie. Więcej korzyści dla wszystkich. Jednak decyzja należy do każdego właściciela z osobna ....

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Pies najlepszym lekarstwem


W dzisiejszych czasach co raz częściej można zaobserwować, że psy zaczynają wtapiać się w model rodziny. Co raz częściej w rodzinach pojawiają się psy. Niekiedy jest to spowodowane prośbami dzieci, innym razem rodzice chcą by małe dziecko wychowywało się równocześnie z psem, a jeszcze innym razem pies jest spełnieniem marzeń rodziców. Ponadto masowo media propagują model pełnej rodziny, której towarzyszy pies. W efekcie takie rasy jak labrador retriever, golden retriever, berneński pies pasterski osiągają co raz większą popularność stając się psami rodzinnymi. Wspomniane rasy należą do czołówki tzw. psów rodzinnych. Wybór jednej z ras najczęściej jest motywowany tym, że to psy łagodne, cierpliwe, idealne dla dzieci. Owszem posiadają one bardzo pozytywne cechy. Dzięki swej łagodności i sporemu entuzjazmowi stają się wspaniałymi członkami rodziny, ale do czasu .. Otóż trzeba zwrócić uwagę na fakt iż to nie tylko psy łagodne, ale to przede wszystkim wulkany energii chętne do pracy, co więcej zakochane w pracy. Niestety bardzo często przyszli właściciele zapominają o potrzebie aktywności fizycznej i psychicznej. Co jest bardzo krzywdzące dla obu stron : pies zostaje skazany na permanentną nudę , która często ma odzew w nieposłuszeństwie i niszczycielstwie , a właściciel traci co raz więcej nerwów nie mogąc poradzić sobie z psem ... Zbyt często zapomina się o tym, że funkcja psa rodzinnego nie kończy się na "byciu". Pies nie powinien być tylko dodatkiem dla rodziny , powinien być jej częścią, a jego prawa i przywileje nie powinny ograniczać się do pełnej miski, pieszczot od czasu do czasu i kilkuminutowych spacerów 3 x dziennie.
Na szczęście w wielu przypadkach psy przestają być tylko dodatkiem do rodziny, a zaczynają być jej członkami. A reszta domowników stara się dbać o nie , starając się zapewnić im to czego potrzebują.

Co raz częściej można także spotkać ośrodki terapeutyczne w których lekarzem jest pies, lub przynajmniej pomaga w terapii. W profesjonalnych placówkach pracują psy przygotowywane do dogoterapii , posiadające określone cechy które są niezbędne w ich pracy. Dzięki łagodności, cierpliwości, żywiołowi i radosnemu spojrzeniu sprawiają , że dla chorych zaczyna świecić "słońce" , a zza szarej rzeczywistości zaczyna wyglądać nadzieja niosąca chęć życia lub niejednokrotnie chęć walki o życie ... nowe, lepsze, barwniejsze życie. 
Pies potrafi doskonale leczyć zranione dusze. Zapewne wielu miłośników psów może potwierdzić dobroczynny wpływ czworonoga na ich życie. Dla osób kochających zwierzęta ,  które łączy więź ze swoimi pupilami sprawa jest jasna. Niemal na co dzień ich psy dostarczają argumentów potwierdzających terapeutyczne zdolności Canis familiaris.
Pomiędzy psami rodzinnymi , a tymi pracującymi w dogoterapii jest taka różnica że dogoterapuci pomagają chorym dotkniętym problemami zdrowotnymi, ograniczonych barierami niepełnosprawności . Te choroby to nie lada wyzwanie, ale systematyczna praca oraz spotkania chorych z psami pozwalają na stopniowe otwieranie się na świat.
W życiu codziennym osoby mocno zżyte z psami mogą powiedzieć jak bardzo pies zmienił ich życie oraz wpłynął na ich psychikę. Z pewnością można powiedzieć, że pies pomaga przełamać bariery i blokady powstałe w psychice, niejednokrotnie daje poczucie bezpieczeństwa, akceptacji czy też spełnia potrzebę troszczenia się o kogoś . Kogoś kto jest przy nas bez względu na wszystko, kogoś kto wysłucha , nie krytykuje, kogoś kto po prostu jest zawsze.
Często powtarza się,że pies jest najlepszym przyjacielem człowieka. Jest w tym sporo prawdy,j ednak wiele zależy od oczekiwań człowieka oraz jego stosunku do zwierząt. Na pewno pies będzie najlepszym przyjacielem  człowieka jeżeli okażemy mu uczucie i szacunek oraz jeżeli uda sie nam nawiązać nić porozumienia, więź emocjonalną. Ludzie nie mogący znaleźć sobie miejsca pośród społeczeństwa chętnie uciekają w świat natury., dlatego często  Pies jest najlepszym towarzyszem tzw. otusiderów , samotników. Wielu ludziom , potrzebę poczucia akceptacji,bezpieczeństwa, zrozumienia zaspokajają zwierzęta, z nimi można prowadzić monologi na wszystkie tematy, można być sobą bez zbędnego udawania, ograniczeń.

Niegdyś pewien człowiek rzekł " Żaden psychiatra na świecie nie może się równać ze szczenięciem liżącym Cię po twarzy" i jak najbardziej te słowa są prawdziwe. Szczenięca radość , nieporadność , uzależnienie od człowieka dają ogromną siłę do życia. Miłość do szczeniaka oraz codzienne obcowanie z nim pomagają pokonać to co niegdyś było trudne. Pomaga ujrzeć słońce wstające zza góry smutku. Wspólne życie z psem pokazuje nam iż świat wcale nie jest taki jak się nam wydawało, a beztroski spacer po polanach u boku czworonoga jest znacznie bardziej wartościowy niż bezsensowne tracenie czasu na siedzenie w domu ... Pies daje człowiekowi siłę do pokonania niemożliwego, jeżeli tylko człowiek pozwoli mu zająć odpowiednie miejsce w jego sercu .... 

niedziela, 27 stycznia 2013

Psia komunikacja i zdrowe stado



Zapewne wielu z nas zastanawia się co siedzi w psiej głowie i jak zrozumieć co myśli pies,co więcej zapewne wielu antypsiarzy powie, że psy w ogóle nie myślą, bądź nie są w stanie nam tego przekazać. Otóż nic bardziej mylnego! Na szczęście, obecnie co raz więcej miejsca w literaturze poświęca się psim zachowaniom, pojawiają się próby odczytywania sygnałów, mowy ciała. Niejednokrotnie są to obszerne książki tłumaczące wiele zachowań poprzez obserwację wilków , jednak nie zawsze są one wiarygodne. Od czasu kiedy pies zamieszkał pośród ludzi, jego gatunek bardzo ewoluował i obecnie nie jest on tak podobny do wilka jak kiedyś.
Żeby móc zrozumieć zachowanie psa i tym samym poprawić komunikację z nim, niezbędna jest wniliwa obserwacja, spostrzegawczość i cierpliwość. Zapewne nie każdy ma ochotę na takie zabawy, jeżeli nie zależy mu na porozumieniu z psem. Natomiast z pewnością jest mnóstwo osób, które bez względu na wszystko przyglądają się swoim psom, przez co w dużej mierze łatwiej im zrozumieć pewne sygnały. Niekiedy właściciel niemalże potrafi czytać z psiego zachowania, bo fakt że pies potrafi czytać " w naszych myślach" jest niezaprzeczalny. Z tą różnicą, że psy nie czytają w naszych myślach, a czytają nasze zachowanie. Psy są niesłychanie dobrymi obserwatorami, potrafią zauważać nawet najdrobniejsze szczegóły w naszym zachowaniu. Życie psa w dużej mierze polega na nieustannym przyglądaniu się nam i próbach zrozumienia naszego zachowania i zamierzeń. Dowodów na znajomość naszych rytuałów można upatrywać każdego dnia. Należy zauważyć, że psy doskonale wiedzą kiedy ich właściciel się przygotowuje do wyjścia na spacer , a kiedy do pracy. Takie zachowania często jest powodem zdumienia i podziwu właścicieli.
Psy codziennie usiłuja się z nami komunikować , na różne sposoby, a my nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę.

Jednym ze sposobów komunikacji jest szczekanie, tak zwykłe i prozaiczne zachowanie, które w wielu przypadkach jest negowane przez właścicieli. Szczekanie jest najprostszym i najbardziej oczywistym sposobem przekazania nam czegoś. Wiele zależy też od rasy i jej predyspozycji. Dla przykładu : jamniki będą szczekały na każdy hałas dochodzący zza drzwi, stawiając cały dom na nogi - aby ostrzec swoich domowników, natomiast labrador  na ogół na hałas w ogóle nie będzie zwracał uwagi. Na "szczekliwość" głównie wpływ mają zakorzenione predyspozycje danej rasy. W ciągu dnia psy nieustannie chcą nam coś przekazać swoim szczekaniem , może to być sygnalizowanie chęci wyjścia na spacer, oznaka głodu, niepokoju, nudy - cokolwiek . Tutaj bardzo ważne jest rozeznanie właściciela , każdy pies co innego chce przekazać szczekaniem.
Niestety bardzo często można się spotkać z sytuacją, kiedy ludzie karcą psa za szczekanie, uważając to za fanaberie i nadwrażliwość.
Innym przykładem próby porozumienia się z właścicielem jest mimika. Nieco trudniejsza. Wymaga dobrych obserwacji, znajomości swojego psa. Dlatego najlepszym wyjściem jest zgłębienie choćby podstaw zasad zachowania psów, aby móc przenieść to na swojego czworonoga. Co prawda wielu kurczowo trzyma się tezy głoszącej , że "psy nie potrafią robić min". Nic bardziej mylnego, ich zasób min, zmian na pysku jest ogromny. Wielu szczegółów początkujący psiarze nie są w stanie zauważyć, ale z pewnością czas poświęcony obserwacjom zaowocuje mistrzostwem w tej kwestii.
Nie tylko pysk dostarcza nam informacji o tym co pies chce nam powiedzieć. Ogon, uszy, postawa ciała także są niezbędnym źródłem wiedzy do zrozumienia psiego myślenia i zamierzeń.
Tak samo psy między sobą porozumiewają się za pomocą postawy ciała, wykorzystując sygnały uspokajające ( które także są komunikacją) potrafią unikać konfliktów, bądź łagodzić napięte sytuacje. Należy zaznaczyć tutaj, że nie każdy pies potrafi dobrze stosować te sygnały i odczytywać, na pewno wiele młodych psów ich nie rozumie i dopiero obcowanie ze starszymi pobratymcami pozwala im zgłębić tę wiedzę, starsze psy na ogół dobrze sobie z tym radzą, ale to też nie jest reguła.
Dla wytrwałych obserwatorów doskonałą frajdą powinien być psi spacer z dużym stadem, podczas gdy każdy pies jest inny, inaczej wychowany i uczony zupełnie innych zachowań niż pozostałe. O ile dla ludzi bywa często wyzwaniem upilnowanie takiego stada, o tyle psie stado doskonale się ze sobą dogada. Psowate od początku - przyjścia na świat uczą się komunikacji najpierw od swej mamy, później na wzajem od siebie , a z czasem od psów napotkanych na swej drodze. Niewątpliwie każdy pies dorastając uczy się komunikowania z pobratymcami, jednakże wiedzę tę nabywają z różnym skutkiem. Z pewnością doskonałymi umiejętnościami cechują się psy żyjące w grupie bądź mające okazję często spotykać sie z innymi psami. Istotna kwestia to fakt, by pozwolić psu na rozwijanie tej umiejętności, niestety często ludzie nie pozwalają swoim psom na bycie psem i karcą zachowania typowe dla psowatych w grupie. Normalnie funkcjonujące zrównoważone psy zawsze "dogadają" się z pozostałymi psami bez naszej ingerencji. Warknięcia, obnażanie zębów, wyprostowana postawa ciała, sztywny ogon, proste , sztywne nogi, szczekanie ostrzegawcze to wszystko naturalny element komunikacji w stadzie. Na ogół właściciele w takiej chwili wpadają w panikę i rozdzielają psy, a zupełnei niepotrzebnie. W ten sposób sami doprowadzamy do zbędnych konfliktów w psim stadzie. Nikt lepiej nie poukłada ich relacji jak same psy. Nie powinniśmy reagować i wtrącać się podczas "rozmowy" i ustalania hierarchii w stadzie. Bo to naturalna kolej rzeczy, by psy przebywające razem mogły żyć w zdrowej atmosferze muszą same ustalić hierarchię .



Niezaprzeczalnie zrozumienie psiego zachowania dla laików jest bardzo trudne, ale wierzę, że zaangażowanie połączone z miłością do psa i chęcią zrozumienia co chce nam powiedzieć będzie najlepszą motywacją. Nieodłącznym elementem treningów i nauki będzie odpowiednia literatura. Zapewniam , że książki i częste obserwacje zwierząt  są niezbędnym źródłem informacji, dodatkowo im głębiej pochłaniamy wiedzę, tym bardziej zmienia się nasz sposób patrzenia za psa. Zaczynamy widzieć to czego wcześniej nie zauważaliśmy. Czyż to nie jest wspaniała perspektywa?

wtorek, 22 stycznia 2013

Jak okiełznać wulkan energii ??


Dziś dla większości z nas posiadanie szczenięcia równa się z ciepłymi uczuciami i niepohamowaną radością. Jednakże prędko dotyka nas rzeczywistość, która nijak się ma do utopijnej wizji obcowania ze szczenięciem. Otóż dorastający szczeniak to dosyć trudny temat. Oprócz przyglądania się rosnącej nieporadnej istotce szybko przychodzi nam zmierzyć się z różnego rodzaju problemami wychowawczymi. Nie sposób wymienić wszystkich gdyż jest ich tyle ile co dzień rodzi się szczeniąt. Tym razem chciałabym się skupić na trudnych do okiełznania wulkanach energii tudzież głównie szczeniętach dużych ras pracujących.

Wielokrotnie świeżo upieczeni właściciele kilkutygodniowego szczeniaka nie zawsze zdają sobie sprawę z nadchodzącej fali energii z którą szczerze mówiąc wielu sobie nie radzi.
Początkowo wszystko wydaje się piękne do momentu pierwszego spaceru z ciągnikiem. Na ogół spacer z ukochanym szczenięciem kojarzy się z zabawą, zwiedzaniem okolicy oraz zachwytem przechodniów. Nic bardziej mylnego. Otóż dla kilkumiesięcznego psiego dziecka spacer to doskonała okazja do poznawania świata, oczywiście w tempie ekspresowym. Co szybko zamienia się w rytualne ciągnięcie i tak oto staje przed nami pierwsze wyzwanie.
Na początek zastanówmy się nad zachowaniem psa, gdyż jest to podstawą do zrozumienia problemu i wyeliminowania złych nawyków. Zacznijmy od tego iż szczenię poznaje świat poprzez sprawdzanie – czytanie otoczenia – nosem ,oczami,pyskiem. Wszystko co się pojawi można powąchać, dotknąć, wziąć do pyska. Wszystko co je zaciekawi natychmiast usiłują poznać, w związku z tym zaczynają ciągnąć w stronę celu korzystając z wszystkich dostępnych metod. Z przykrością trzeba przyznać, że czasem nasza bezradność utrwala nawyk ciągnięcia. Zastanówmy się nad tym jak często podążamy za nieporadnym szczenięciem by sprawdzić nurtujące go miejsce. Za każdym razem kiedy szczenię ciągnie do celu, a my za nim podążamy to utrwalamy nawyk ciągnięcia. Biorąc pod uwagę tempo rozwoju szczeniąt, bystrość i chęć chłonięcia wiedzy możemy się liczyć z tym iż prędko problem urośnie do rozmiarów góry lodowej. To od nas zależy co wyrośnie z naszej pociechy, a ciągnięcie to kropla w morzu prawdopodobnych problemów wychowawczych. Tuż za ciągnięciem zapewne będzie się pojawiał kłopot z niepohamowaną energią i żywiołowością. Myślę, że wielu z nas niejednokrotnie spotkało szalone, histeryczne, energiczne i zupełnie nieposłuszne psy (statystycznie owczarki, retrievery) nad którymi właściciel zupełnie nie panuje. Czasem proszą o radę lekarzy weterynarii, czasem udają się do behawiorystów czy też trenerów, lecz niestety najczęściej po wielu miesiącach walki z niepohamowanym temperamentem właściciele poddają się i uciekają do dawnych metod, które na ogół źle wykorzystane pogłębiają wzajemne frustracje.
Najczęściej propagowane metody to ; przemoc fizyczna i psychiczna, kolczatki, dławiki, dyski fishera czy ogólną teorię dominacji. Niestety żadna z tych metod nie pomoże nam w wychowaniu młodego psa, a tym bardziej nie będzie pomocna w ukształtowaniu więzi z psem.
By móc zastanawiać się nad rehabilitacją psa wobec popełnionych błędów najpierw musimy zrozumieć podstawy psiego myślenia i główne jego potrzeby .

Podstawowe potrzeby młodego psa:
  • dostęp do jedzenia i wody
  • możliwość załatwienia potrzeb fizjologicznych
  • aktywność fizyczna
  • aktywność psychiczna
  • możliwość eksploracji terenu
  • spotkania z pobratymcami
  • czas na regenerację
  • rozwijanie rasowych predyspozycji

Jeżeli będziemy mieć na uwadze te podstawowe potrzeby to postawimy pierwszy krok w stronę sukcesu. Dopóki nie uświadomimy sobie, że niemożność zaspokojenia potrzeb wewnętrznych doprowadza do frustracji, dopóty będziemy zmagali się z problemami behawioralnymi. Drugim ważnym elementem w wychowaniu młodego psa jest nawiązanie więzi. Jeżeli pies nam ufa i potrzebuje kontaktu z nami to chętniej wykonuje to czego od niego oczekujemy. Dawne metody zakładały, iż każdego psa nieposłusznego powinniśmy zdominować psychicznie i fizycznie. Co w domyśle oznaczało przemoc fizyczną, która prędzej czy później doprowadzała do tego, że pies był posłuszny ze strachu przed karą. Osobniki o silnym charakterze w pewnym momencie czasem przestawały się godzić na takie traktowanie i zaczynały się bronić przed przygniataniem do ziemi, szarpaniem za kark, ciosami mierzonymi w zad czy też słabiznę. Trudno żyć kiedy jest się zastraszanym, zwłaszcza że psychika dzisiejszych psów znacznie się różni od psychiki psów sprzed kilkudziesięciu lat. Niestety trzeba to podkreślić, dzisiaj większość psów cechuje wrażliwa i labilna psychika. Wielokrotnie dawne metody skutkowały „zamknięciem się psa”. Zwierzęta kompletnie zatracały radość z życia, własną osobowość, żyły automatycznie, wypalone.
Jaka zatem radość z posiadania psa zachowującego się automatycznie?
Canis lupus familiaris jest zupełnie innym gatunkiem niż homo sapiens zatem nie ma potrzeb do wzajemnych dominacji , walki o przewodnictwo w stadzie. Psy w procesie ewolucji zostały stworzone do pracy dla ludzi, ich rola polegała na pracy za którą otrzymywały nagrodę. Oczywiście na przestrzeni lat ich rola się nieco zmieniła, choć mentalnie one wciąż oczekują pracy za którą otrzymują nagrodę. I to jest właśnie klucz do nawiązania więzi zaufania i uzyskania posłuszeństwa.

Zanim przejdę do tego jak okiełznać wulkan energii, chciałabym jeszcze parę słów odnośnie kolczatek i dławików napisać. Wiele lat temu zostały wymyślone narzędzia szkoleniowe, których celem było zaznaczenie korekt nie pożądanych zachowań. Założenie było proste – nieprawidłowe zachowanie (np. ciągnięcie na smyczy) – pociągnięcie za kolczatkę/dławik energicznym ruchem – wywołanie dyskomfortu – zluzowanie smyczy – nagroda. Teoretycznie były to narzędzia jedynie szkoleniowe, podczas gdy dziś wielu zdesperowanych właścicieli zakłada kolczatki swoim psom do chodzenia na co dzień . Zupełnie nie zwracając uwagi na to co robią ich psy ; czy się bawią z innymi psami, czy ciągną cały czas na smyczy czy też idą spokojnie. Niezależnie od sytuacji wciąż są atakowane negatywnymi impulsami, a to już krótka droga do rozwoju agresywnych zachowań. Wyobraźmy sobie prosty schemat :

„pies idzie grzecznie przy nodze – widzi innego psa – pies się napina i lekko napręża smycz – właściciel szarpie za kolczatkę bądź maksymalnie skraca smycz wywołując jednostajny ucisk kolczatki”.
Taki pies od swojego właściciela dostaje jasny sygnał że coś się dzieje niedobrego i powinien być czujny, na dodatek jest „karcony” za to, że widzi obcego psa. W ten sposób szybko spirala się nakręca.
Zatem ponownie zastanówmy się jakiego chcemy mieć psa ; niepewnego i agresywnego czy też kontaktowego i ciekawego świata?

Nie ma psów idealnych, choć w dużej mierze to od nas zależy na jakiego psa wyrośnie nasz szczeniak. Nawiązanie nici porozumienia to podstawa do rozpoczęcia pracy. Kształtowanie więzi z psem nie jest takie trudne jak mogłoby się wydawać, do stworzenia idealnego teamu potrzebne jest respektowanie podstawowych potrzeb psa , a ponadto miłość, konsekwencja i kreatywność.

Biorąc pod uwagę fakt iż większość dużych ras została stworzona do pracy z człowiekiem, nie ma co się łudzić iż w procesie ewolucji ich potrzeba pracy zanikła. Każdy pies do prawidłowego rozwoju potrzebuje stymulacji fizycznej jak i psychicznej, a intensywność zajęć dobieramy do rasy psa oraz ich zakorzenionych predyspozycji. Zawsze musimy pamiętać o równowadze między aktywnością fizyczną jak i psychiczną. Musimy pamiętać o tym, że długie spacery, szalone zabawy z pobratymcami czy też długie sesje aportowe nie zaspokoją drzemiącej energii w psie takim jak retriever czy owczarek. Po aktywności fizycznej szybko się ich organizm zregeneruje, by naprawdę zmęczyć wulkany energii musimy planować zajęcia tak by zmęczyć i umysł i ciało. Najlepiej jest łączyć jedno i drugie. W praktyce oznacza to iż oprócz spacerów potrzebnych do rozwoju powinniśmy w miarę możliwości pozwolić psom na rozwijanie procesów myślowych czyli uczenia nowych komend, sztuczek.

Przykładowy schemat pracy :

Na spacerach mamy wiele możliwości, które możemy zaplanować bądź spontaniczna sytuacja sama je nam przedstawi. Przede wszystkim planując spacer pamiętajmy o tym by nie pozwolić psu ciągnąć. Oczywiście wyjście na zewnątrz jest czasem dla psa, niemniej jednak nie oznacza to, że może robić co mu się podoba. Zatem kiedy zaczyna ciągnąć mamy kilka możliwości :
  • skupiamy jego uwagę na sobie
  • zatrzymujemy się , dopóki nie rozluźni smyczy nie przemieszamy się
  • zmieniamy tor spaceru
  • wprowadzamy powoli komendę”równaj” i nagradzamy za prawidłowe zachowanie
  • w skrajnych sytuacjach możemy skorzystać z narzędzi szkoleniowych takich jak : specjalne szelki czy też halter. Nie wywołują złych emocji u psa, a w zamian pokazują że ciągnięcie nie przynosi zamierzonych efektów. Oczywiście pod warunkiem, że pies został odpowiednio przygotowany do noszenia haltera czy szelek. W przypadku kiedy decydujemy się na takie metody, musimy powoli, stopniowo przyzwyczajać psa do noszenia ich oraz wzmocnienie pozytywnego skojarzenia. ( np. założony halter powinien się kojarzyć z przyjemnością, początkowo z nagrodą, później ze spacerem).

Kiedy już pies idzie spokojnie powinniśmy pozwolić psu na węszenie podłoża. Praca nosem przede wszystkim pozwala psu na „przeczytanie” codziennych gazet, a tym samym pozwalają na zmęczenie psychiczne psa. Nadmiar informacji i bodźców męczy młodego psa. Zatem wielokrotnie spokojny spacer na smyczy z węszeniem bywa bardziej męczący aniżeli długi dystans czy szalone zabawy z psami.

Na spokojnym spacerze możemy także nauczyć psa skupiania się na przewodniku czyli wypracowanie kontaktu wzrokowego. Jest to dosyć proste ćwiczenie choć naukę powinniśmy zacząć od sesji szkoleniowych w domu gdzie nie ma dodatkowych bodźców.
Skupianie uwagi jest bardzo pomocne na spacerach kiedy mamy psa pobudliwego, gdyż przy dobrze utrwalonym „patrz” możemy w trudnej sytuacji odwrócić uwagę psa zanim się rozproszy.
Istotne jest to, żebyśmy myśleli i reagowali na bodźce szybciej niż pies. Wtedy zyskujemy dużą przewagę i przede wszystkim kontrolę nad spacerem.

Warto także korzystać z możliwości spotkań z pobratymcami. Pies by mógł dobrze funkcjonować potrzebuje spotkań z psimi przyjaciółmi, w ten sposób może rozwijać umiejętności psiej komunikacji.
Na spacerach możemy także skorzystać z okazji połączenia aktywności fizycznej i psychicznej np. poprzez uczenie rozmaitych komend bądź zabaw takich jak:
  • chodzenie przy nodze bez smyczy
  • aport zwykły, aport formalny
  • tropienie zabawek wypełnionych smaczkami
  • dopracowywanie skupiania uwagi ,komenda „patrz”

Zawsze po aktywności fizycznej pies powinien mieć czas na odpoczynek i regenerację. Podczas gdy w międzyczasie możemy zająć się jego potrzebami umysłowymi. Przede wszystkim każdy młody pies powinien mieć okazję uczenia się nowych rzeczy, zatem w miarę możliwości możemy wykorzystywać pory karmienia do kilkuminutowych sesji szkoleniowych. Szczeniętom wystarczy zaledwie kilka minut pracy by były zmęczone. Zaczynając sesję powinniśmy zwracać uwagę na stan emocjonalny psa – kiedy widzimy nadpobudliwość, zmęczenie, zdenerwowanie czy też rozkojarzenie natychmiast powinniśmy przerwać sesję. Zawsze kończymy naukę sukcesem szczenięcia.
Doskonałą alternatywą dla rozładowania emocji są zabawki takie jak kong, kula smakula czy porządna kość wołowa. Wiele psów które mają problem z emocjami dla ich rozładowania potrzebne jest „memłanie”, gryzienie które dostarcza im uczucia spokoju, bezpieczeństwa, relaksu. Zatem jeżeli chcemy uchronić swoje meble i przedmioty domowe, musimy zapewnić alternatywne wyjścia.


Każde szczenię potrzebuje innego podejścia i różnorodnych metod, które powinniśmy dobierać do jego potrzeb, a nie naszych aspiracji. Droga do wychowania idealnego psa jest bardzo długa i kręta, usłana porażkami i sukcesami. Nasza praca , miłość i konsekwencja powinny prowadzić do sukcesu. Jeżeli jednak spotykamy się z trudnościami udajmy się do specjalisty który pomoże nam skorygować błędy. Niezależnie od sytuacji musimy pamiętać, że psy są przede wszystkim psami, każda rasa ma swoje potrzeby i inaczej powinna być szkolona. Pozwólmy być im psami i żyć według ich predyspozycji, nie wolno nam karcić ich za naszą niewiedzę.